poniedziałek, 21 marca 2011

Sen

Pierwszy dzień wiosny. I za chwilę już po nim.
Wiosna. Czekam na nią, stęskniona.
Banał.



Przez trzy noce śniłam to dziecko. Małe, uśmiechnięte, zupełnie zajęte sobą. I obojga jego rodziców, których przecież tak dobrze znam, jednocześnie nic o nich nie wiedząc. I śniłam to dziecko, i paląc papierosy krwawiłam na ich łóżko. Zmierzch i huśtawka. I Oni. Łóżko stało obok huśtawki. Ciężkie pierzyny, a pod nimi kwieciste prześcieradła.
Nie potrafię tego pojąć, zrozumieć. Nie umiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz