środa, 27 czerwca 2018

Rzeczy.

Cześć.
Dawno mnie tu nie było.
Chyba byłam szczęśliwa. 
Kiedyś pewien mądry człowiek powiedział, 
że kiedy człowiek jest szczęśliwy, to nie umie pisać (Świetlicki?).
Mimo to, nie powiedziałabym, że nie jestem teraz szczęśliwa.

Znów przychodzą zmiany. Coś się kończy, coś się zaczyna. 
Tym razem, wyjątkowo, w zupełnie innym kontekście. 
Żegnam Miasto Królów.
Bardzo tego nie chcę. Płaczę w środku na myśl o tym. 
Dziś przyszło to do mnie na pełnej kurwie. To i kilka innych rzeczy. 
I ona.

Bardzo się boję, że nie będę umiała tam żyć. 
Jeszcze jakieś cztery lata temu, gdyby ktoś dał mi taką ofertę, 
nie wahałabym się. 
Ale to było cztery lata temu.
A teraz? A teraz nie chcę. 

Całe szczęście mam z kim popełniać te zmiany.
Tylko jeszcze nie wiem po co.
A może tak właśnie lepiej? Znów wskoczyć na głęboką wodę. 
Już kilka razy wywracałam wszystko do góry nogami i jakoś szło. 
Nawet nie jakoś. Ośmielę się powiedzieć, że dobrze szło. 
Że te wszystkie zmiany prowadzą mnie do siebie.
Zobaczymy, co będzie tym razem.



Jadą braciszkowie moje. Jadą - czarne kowboje.


poniedziałek, 30 stycznia 2017

niedziela, 29 stycznia 2017

Miały być góry i błękitne niebo, a leżę zagrzebana 
w pościeli. 
Jeszcze wcześnie. Jeszcze można coś zrobić.
Szumi mi w głowie wczorajsze piwo, opada ciężko 
na powieki
- nie chcę go już.
Skończyłam dziennik. 
86 dni. 
Tłusto zapisane strony.
Turkusowy atrament nadaje lekkości słowom. 
Nie było lekko. 
Wciąż czuję niepokój. Drżę w środku na myśl, że coś znów i znów.
Zaskakujesz mnie. A śniło mi się, że Cię znam. 
To nieprawda.
Jestem rozczarowana.

czwartek, 17 listopada 2016

Tak wspaniale się dziś upijam.
Trzeci gin taki pyszny. Czwarty.

"Słucham muzyki z księżyca"

Wczoraj był Super Księżyc, a dziś uprałam mój szal. 
Nim będziesz chciał, ja będę zupełnie poza tym wszystkim.
Tak łatwo jest obudzić w sobie nadzieję.
Byłoby łatwiej gdybyś patrzył w oczy,
Płynę z prądem Missisipi.
Poddaję się temu. 

Na chwilę.

czwartek, 3 listopada 2016

No to chodź tam gdzie lubię.
Ostatni raz.
I bądźmy razem.
Liście we włosach, włosy na trawie, myśli pod ziemią.
Przecież zawsze patrzyliśmy w tym samym kierunku.
Coś się zmieniło? Już nie widzisz tego co ja?
To wszystko nie tak miało być.
Chodź tam gdzie lubię i powiedz, 
że wszystko będzie dobrze.


czwartek, 11 sierpnia 2016

wtorek, 9 sierpnia 2016

Myślałam, że jestem za stara na takie wojaże, 
na takie Wisły, na takie spacery.
Nie jestem.
Godzinami patrzyłam w te chmurne oczy zalane oceanem pigwówki i światłami Psa. 
A one, smutne i rozpalone, mówiły: 
jest najlepiej, zostań.
Może nawet chciałam? Na pewno. 
Choć na chwilę. 
Jakie to proste!

Tańczyliśmy paląc papierosy. 
Ulubiony kolor? Pomarańczowy, oczywiście.
Świt rozlał się upałem i już nie wiedziałam nic. 
I tylko to drżenie w środku, głęboko we mnie.
Dziwne, obce.
Tak jeszcze nie drżałam.



Orbitowski mówi, że gdy jest szczęśliwy 
to myśli o śmierci. 
Też tak masz?

środa, 27 maja 2015

Nie śnij się, nie śnij. W którymś śnie się utop tak ostatecznie i nie przyśnij już się.

piątek, 27 marca 2015

damy wtulone w walety
królowe śniące o gońcach

czwartek, 19 lutego 2015
















Jak nieznajomą nam okolicę 
własne życie znowu odkrywamy,
pod fiołkami gęstniejące cienie
i lotnymi drżące trzepotami
armie ptaków nad naszym westchnieniem.

środa, 24 kwietnia 2013

zanim zaczniesz myśleć o tym co się stało, proszę Cię, spotkajmy się rano




sobota, 19 stycznia 2013

wtorek, 16 października 2012

piję ich sok
słodki jem miąższ 
pora jest popołudniowa

środa, 4 kwietnia 2012

kurwa, każdy kolejny dzień jak najgorszy w życiu poniedziałek...

środa, 1 lutego 2012

TERAZ ZIMA
I OBOK PŁYNIE CZAS

czwartek, 26 stycznia 2012

ale z imieniem własnym być

Cóż z tego, że wybiegła za nim
Że mu w bianioli skleja łeb
Cóż, że dla niego zdejmie stanik
Ja mam swój cios - on tylko sklep
Więc wolę zrzec się mych karesów
I z Wami moją whisky pić
Na całe życie bez adresu
Ale z imieniem własnym być!



Dzień skazany na śmierć przez uduszenie.

wtorek, 29 listopada 2011

z.




















Lato też już było i jesień też już była. Zima nadciąga. Wchodzi we mnie brudnym śniegiem, którego nie ma jeszcze na ulicach tego miasta. Ale będzie. Zawsze jest. Nawołujemy do siebie przez ten szalejący wiatr, który połamał gałęzie drzewom prowadzącym mnie do przystanku. A Ciebie na nim już nie ma od wczoraj.
Ale niedługo będziesz, Ty u mnie a ja u Ciebie.

Głowa moja ma wielkość metra sześciennego. Pulsuje w środku. Rozpieprza krawędzie. Potrzebuję kompresu z kilku wolnych dni, dobrego jedzenia, książek. Ciebie też niech tam nie zabraknie, bo uśmierzenie bólu będzie pozorne.

niedziela, 12 czerwca 2011

I niech tak będzie już zawsze.

środa, 8 czerwca 2011

otwieram oczy i próbuję, opierając się na wszystkich łapach, wstać. jest dość ciężko, dość upalnie. w upale trudno jest rozmawiać o czymkolwiek. zwłaszcza o miłości. świecą w ciemnościach nasze blade uśmiechy, a oczy spływają razem z potem po policzkach, nabrzmiałych od trzymanej w ustach wody. podejrzewam, że czas najwyższy wybuchnąć. tylko jak to zrobić nie kalecząc siebie wzajemnie?

poniedziałek, 21 marca 2011

Sen

Pierwszy dzień wiosny. I za chwilę już po nim.
Wiosna. Czekam na nią, stęskniona.
Banał.



Przez trzy noce śniłam to dziecko. Małe, uśmiechnięte, zupełnie zajęte sobą. I obojga jego rodziców, których przecież tak dobrze znam, jednocześnie nic o nich nie wiedząc. I śniłam to dziecko, i paląc papierosy krwawiłam na ich łóżko. Zmierzch i huśtawka. I Oni. Łóżko stało obok huśtawki. Ciężkie pierzyny, a pod nimi kwieciste prześcieradła.
Nie potrafię tego pojąć, zrozumieć. Nie umiem.

wtorek, 1 marca 2011

przeżyliśmy tę zimę
kolejna pora roku do kolekcji

poniedziałek, 31 stycznia 2011

poniedziałek, 10 stycznia 2011

odległość

wciskam się w ciebie
wpełzam do głębi - nie protestujesz
zachęcasz wręcz
głaszczesz moje resztki, które z ciebie jeszcze wystają

mówisz, że prawie nie boli i zaciskasz zęby
ten ból to nasze błogosławieństwo, węzeł małżeński,
korona cierniowa, fasola pod kolanami, kręgosłup moralny
mówisz, że nie boli i płaczesz

a ja wciskam się
pod żebra, byle bliżej serca
byle bliżej ciebie

ale odległość znów szepce mi do ucha,
że nie ma tak dobrze i wyjść już z ciebie muszę

wychodzę i
się kruszę

niedziela, 9 stycznia 2011

w twoich dłoniach jestem
meduzą wijącą się jak piskorz


będę twoim pierożanem

poniedziałek, 13 grudnia 2010




















zmruż oczy, bo
jak szkło kruszyć się będę
na twoją twarz

czwartek, 9 grudnia 2010

Lubię głaskać twego szczura,
Gdy się do mych nóg przyczołga -


Stanisław Grochowiak

niedziela, 5 grudnia 2010

*

zimne piwo ból gardła marlboro czerwone palone w zaduchu pełnym ludzkich ciał skórzana kanapa bez Ciebie sen pokruszona tafla wisły oblana srebrem słońca nie myśl nie myśl

poniedziałek, 22 listopada 2010

Я вижу тебя
Слышу тебя
Скажи мне свои тайны
И где тебя искать
Если снег начнётся
Снег начнётся

wtorek, 16 listopada 2010

Nie ma.

Otwieram okno - wietrzę pokój i swoją głowę.
Sprawdzam za drzwiami, pod łóżkiem, w szafie.
Nie ma.
Nie ma.

Ale jakiś sweter, jakiś drobiazg, jakiś zapach...
Na fejsbuku jesteś zaręczony - śmieję się z tego w głos.



Mimo to każdego ranka wdzierasz się we mnie z siłą huraganu,
brutalnie rozwierasz powieki, łapiesz za włosy na karku,
potrząsasz, budzisz.

Nie ma.
Nie ma.

poniedziałek, 15 listopada 2010

żerań

Kałuża.
Głęboka, powyżej kostki.
Wchodzę w nią.
Woda nie mętnieje, jest czysta jak szkło.
Pływają w niej jedynie liście-ryby, wciąż żółte jesienią.
Wokół mnie cmentarzysko żerania. Szarość puchnie tu błotem i dymem z vattenfall.
Zapach żerania, to zapach moczu i rdzy tramwajowej - taka specyfika.

I w tym wszystkim, w tym moczu i w tym dymie, w błocie, w murach, w tej bezwzględnej szarości to jedyne, czyste jak adriatyk, nieskazitelne małe jezioro.
Stojąc w tej wodnej niewinności jestem deptana, popychana, szturchana przez panów z wąsem i saszetką z prawie-skóry.
A może to ich zapach mnie szturcha i depcze? - tanie papierosy, tygodniowy pot, czosnek, przetrawiony alkohol.
Nienawidzę.

sobota, 6 listopada 2010

"(...) ludzie wkręcają mnie we wszystko, w jakieś konszachty, w ruchanie między sobą i spowiedzi przed bogiem. kurwa, może dlatego, że myślałem kiedyś żeby zostać księdzem, teraz mnie bóg próbuje wkurwić"

wtorek, 26 października 2010

w brązowym swetrze
moich wspomnień

środa, 20 października 2010

poniedziałek, 18 października 2010

chcem piwa

chcem piwa

brzęczy mi to w głowie nieustannie, mimo że skrupulatnie spełniam ową zachciankę. piję to piwo, ale jakoś bez przyjemności, z niesmakiem wręcz. mrożę to piwo, bo przecież porządnie schłodzone smakuje lepiej. a mimo to wciąż chcem piwa. ciężka szklanka z białego szkła spaceruje razem ze mną po mieszkaniu, w tę i z powrotem. chodzę tak, miejsca nie mogąc sobie znaleźć. patrzę na siebie, na swoje odbicie w dwóch olbrzymich lustrach, brudnych lustrach. wiesz, o których mówię. czasami się w nich przeglądaliśmy. razem.

chcem piwa

poniedziałkowe wieczory powodują raka i choroby serca.

chcem piwa

oprócz piwa chłodzę też swoją gorącą głowę, paląc na balkonie. gorącą głowę, gorące dłonie i policzki, łydki, biust, uda.




chłodzę siebie
w oczekiwaniu
na twoje ciało -
ciało jak z marmuru
mocne i prężne.


chodź, bo piwa mam już dość.

piątek, 15 października 2010

duszno mi - zgaś światło
płynę powoli przez ogród saski
oglądając kolorowe liście
za chwilę wisła wyleje się z brzegów
jak brudne mleko






.

poniedziałek, 11 października 2010



jeszcze jesień
lubię kwitnąć jesienią

wtorek, 5 października 2010

dym

Siedzę pomiędzy ludźmi, których zupełnie nie znam, którzy zupełnie mnie nie interesują. W dłoni miętoszę jednorazowy bilet komunikacji miejskiej, niewarszawskiej. Ten kawałeczek makulaturowego papieru dodaje mi otuchy. To tak, jakbym zamiast szorstkiego papieru dotykała ciepłej skóry Twojej dłoni.
Palę papierosy w chłodzie jesiennego wiatru. Obserwuję jak dym wydobywający się z moich ust i nozdrzy ginie porywany przez powietrze.
Czas najwyższy wziąć się w garść.

* * *

Moje ciało złote zwija się jak dym
drga i złotym potem płynie,
a ty w nim
w czerni tonąc pijesz złoto z moich ust


http://www.youtube.com/watch?v=lhP3M_BBAKM

sobota, 2 października 2010

pijaństwo
znów pijana jestem
znów





[Tobą]

piątek, 1 października 2010

^^^

i pierdolnął mi październik. kolejny

cudownie.
jest cudownie.

piszę piszę piszę
skreślam i piszę od nowa
szarpię się ze słowami - dziś nie umiem
dziś nie rozumiem sama siebie.

wypluwam tu jakieś resztki
jak widać zresztą

pyknęło mi oczko:
wszystkiego najlepszego
sto lat i tak dalej

potrzebuję jeszcze trochę czasu
nie, nie dla siebie
dla ciebie go chcę


czas naszym przekleństwem

sobota, 18 września 2010

trzeba trzymać fason w każdej chwili
nawet wtedy kiedy wszystko się wali





[trzeźwości mówię precz!]

piątek, 17 września 2010

~

i niosę cię na rzęsach, na powiekach ciężkich od snu
w to miasto przez ciebie znielubione, w jego chaos

sobota, 11 września 2010

"My musimy korzystać z dużego zła, z prawdziwego zła dla dorosłych, pić alkohol, dotykać mężczyzn, palić papierosy."

środa, 8 września 2010

Słońce igra mi miedzią we włosach.
Jesień - najlepsza pora, żeby się zakochać.
Wiosna jest przereklamowana jeśli idzie o miłość.
Wiosną właśnie najlepsze jest samotne wino nad rzeką.

Ten deszcz, te kałuże, to kłamliwe słońce, kalosze,
płaszcze i szale - to jest właśnie urzekające.
A nie kwiatki, pączki na drzewach, kocyki na łąkach,
ławki w parkach i nieśmiałe na nich pocałunki
Pretensjonalne.

piątek, 3 września 2010

,


więc ukłoń się głęboko i uśmiechnij ładnie
publika lubi głębokie ukłony i ładne uśmiechy

przegranych

podnieś jeszcze głowę
wypłacz oczy
i spluń na wiatr
bo tak trzeba
bo tak właśnie trzeba


[styczeń 2009]

czwartek, 2 września 2010

modlę się
nad białą kartką, modlę się do niej
mając nadzieję, że przyniesie mi ukojenie
i wypełni
miażdżącą pustkę mojego mieszkania
która zazwyczaj mile widziana
dziś
kruszy mnie jak porcelanę





najbardziej
[wbrew pozorom]
brakuje mi
Twojego milczenia

niedziela, 29 sierpnia 2010

Na ogół stoję na baczność
miarkując słowa i uśmiechy.

piątek, 27 sierpnia 2010

* * *

Obudziła mnie -
wielkimi kroplami bijąc w blachę parapetu. Jak zwykle pojawiła się niespodziewanie, zaskakując mnie chłodem swoich dłoni, które niepostrzeżenie, ze zręcznością wytrawnego szpiega, włożyła mi pod bluzkę.
Obudziła mnie -
napoiła kawą, wcisnęła w usta papierosa. Wskazała rząd książek i sadzając mnie w wysokim fotelu, przykrywając kocem z ostrej wełny, kazała sobie czytać.
Czytam więc -
nie lubię jej się sprzeciwiać.
Raz na jakieś czas spoglądam niepewnie w jej oczy, dwie łzawe studnie niekończącej się szarości. Słuchając jak czytam, parzy mi kolejną kawę i oświadcza, że po południu idziemy na spacer.
Przytakuję więc -
nie lubię jej się sprzeciwiać.
Mokra od jej chmurnych pocałunków brnę przez dziurawce, krwawnik, przez trawę po kolana, po pas, przez dziką koniczynę, przez bluszcz, czeremchę, przez błoto - do rzeki. Obejmując mnie wiatrem szepcze do ucha chłodne myśli, zziębnięte słowa, które drgają nerwowo w mojej głowie.
Nocą zapewne pieścić mnie będzie
- najczulsza ma kochanka -
westchnieniami minionego lata. Oddam się tym pieszczotom jesiennym w zupełności.
Mam wprawę - od lat tak robię.

czwartek, 26 sierpnia 2010

wtorek, 24 sierpnia 2010

Niezasłane łóżko - znów.

Tym razem naprawdę niezasłane. I żywe. Ożyło na kilka ostatnich dni. Ale niestety dzisiejszej nocy zacznie powoli obumierać. Dziś już spać w nim nie będę.

Miękki zapach ciepłego mleka, wczorajszego piwa i na wpół nieprzespanej nocy drażni mnie niemiłosiernie. Po stokroć powtarzając sobie, że tak właśnie trzeba, podpalam kolejnego papierosa. Po stokroć powtarzając sobie, że inaczej nie można, nabieram wody w usta, połknąć jej nie umiejąc.


http://www.youtube.com/watch?v=02pzDk4d6T0&feature=search

czwartek, 19 sierpnia 2010

godzina 13:45

brak śniadania + dwie mocne kawy + kilka papierosów

za chwil kilka serce wyskoczy mi przez gardło

środa, 18 sierpnia 2010

jesień

Przyszła jesień.
Napadła na mnie nad ranem,
pijaną
z Twoim oddechem we śnie złapanym.

Jesień.
Nareszcie spokojnie nabieram powietrza.
Deszcz łagodzi moją rumianą od emocji twarz.
Stoję w centrum miasta, a obok mnie płynie rzeczywistość.

Wszystko płynie.
Oprócz mnie i moich w kieszenie schowanych dłoni.
Przelewa mi się świat. Przelewa się przez
te moje kieszenie i te moje dłonie w tych właśnie kieszeniach.
Przez rzęsy leje mi się rzeczywistość, przez powieki.

Stoję i czekam.
Aż utonę.

środa, 11 sierpnia 2010

Stoję przed lustrem.
Z wielką intensywnością przypatruję się bladej skórze mojej twarzy.
Pod oczami skrochmalony wczorajszy tusz, na powiekach prawie nietknięta zielona kredka. Moje oczy są prawie zielone, kiedy jej używam.
Od dziewiątej rano nie potrafiłam znaleźć czasu, żeby zedrzeć z siebie tę wczorajszą skórkę. Byłam zajęta. Próbowałam nie tęsknić.


Zmywam więc makijaż.
Za chwilę nałożę świeżą powłokę.
I pójdę.
Jest już kilka godzin po południu. Czas przestać myśleć choćby na chwilę. Schodzę na dół. Telewizja, zazwyczaj zbawienna, kiedy chcę się odmóżdżyć, dziś zawodzi. Satelita nie działa. Losuję więc dvd.
Władca pierścieni - "o nie!" myślę sobie; Rzeka tajemnic - jeszcze gorzej; Duma i uprzedzenie - niechże będzie . Mam tu mały wybór. Włączam. Pakuję się pod koc, mimo że na dworze 28 stopni - nic nie szkodzi. Ale i tak muszę jeszcze raz się podnieść. Wczorajsze chlanie suszy gardło od samego ranka (wody!). Znów pod koc. Moszczę się jak wróbel. Słoneczny splendor dzisiejszego popołudnia drażni moje oczy, tak jak moją skórę drażni Twoja nieobecność.
Duma i uprzedzenie nie wchodzi żadnym sposobem, próbuję więc coś przeczytać. Doris Lessing karmi mnie odstrzeliwaniem dzikich kotów i koceniem tych drugich, nie-dzikich, domowych pieszczochów. Nie mam na to najmniejszej ochoty. Najlepiej chyba zrobię jeśli napiję się piwa i pójdę spać. Nie będę się już szarpać z tą przeklętą krwią, którą piach wokół mnie nieznośnie wolno pochłania.

Naiwna.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

bezsenność.
i mgła

niedziela, 1 sierpnia 2010

Spend my nights and days before
Searching the world for what's right here



http://www.youtube.com/watch?v=PElhV8z7I60

niedziela, 25 lipca 2010

Ostatnimi czasy autobusy stanowią alternatywę dla mojego domu. Dużo czasu w nich spędzam; czytam, jem, czasami śpię, innym razem całuję czyjeś dłonie. Jest dopiero piętnasta, a ja zdążyłam już przesiedzieć w autobusie prawie pięć godzin. Warszawski potwór komunikacji miejskiej pożera mnie każdego dnia.



Cholerne nowotwory.

wtorek, 20 lipca 2010

różowy słoń

siedzę czekam
schną mi paznokcie w związku z czym
mam ochotę skurwić szluga
kurwię więc
kurwię piekę sypię
jest różowy jest smaczny jest mój
należy tylko do mnie i do mojej skóry
na której pokłada się słodkim dymem
szkoda, że nie ma o tej porze dnia
widocznego księżyca
byłoby nawet romantycznie
a tak -
jest zaledwie samotnie

czwartek, 15 lipca 2010

http://www.youtube.com/watch?v=WMFWSWIap14


chaos pierdolnik komplikacje i podróże
a ja chcę ciszy
papierosa i kawy z mlekiem
ale mówią mi, że trzeba się bawić
to się bawię
żebym tylko się nie nabawiła



dobrej nocy

poniedziałek, 12 lipca 2010

Niezasłane łóżka




















Niezasłane łóżka
Ostatnimi dniami tłucze mi się to po głowie.
Łóżko jest dla mnie symbolem stabilizacji.
W tym momencie nawet nie śpię na własnym
łóżku. Stoi sobie dumnie, paradoksalnie zasłane.
A na nim kilka książek, kilka poduszek, złożona
w kostkę świeżo wyprana pościel. Jedynym
żywym elementem uczestniczącym w
majestatycznym niebycie mojego łóżka
są kocury, które - czy tego chcę, czy nie -
w taki upał wyglądają jak martwe.
Martwe.
Martwe koty, nieczytane martwe książki,
nie pachnąca moją skórą martwa pościel

i ja

niedziela, 11 lipca 2010

szoruję rzęsami po krawężniku
długie są, potykam się o nie
potykam, przewracam, wstaję
i zaczynam szorować od nowa

płochliwa jestem
ciągnę rzęsy po chodniku
chylę głowę - boję się patrzeć
na przypadkowe pocałunki
mniej przypadkowe zbiegi okoliczności
na wszystko mówiące uściski dłoni
i twoje tęczówki

moje słowa-rzęsy

piątek, 18 czerwca 2010

cisza

jutro odpowiem Ci na pewno
odpowiem na setki pytań, które zadajesz w mojej głowie

a teraz spokój, cisza
jeszcze przez chwilę



nikt nie mówił, że będzie łatwo
http://www.youtube.com/watch?v=EdBym7kv2IM

poniedziałek, 14 czerwca 2010

czwartek, 10 czerwca 2010

"trzeba mi kochanka takiego jak imperium
co by mnie brał, tak jak ja daję całą pełnią
co by i władcy i poddańca był wcieleniem
(...)







gdyby się taki kochanek kiedyś znalazł
wiem, sama wiem
kazałabym go ściąć"

środa, 9 czerwca 2010

encore

Powietrze pachnie tu dokładnie tak jak nad Orzycem. Dokładnie tak. Mimo, że od Wisły dzieli mnie około 300m, to czuję zapach ciepłej wody i wilgotnej trawy. I akacje - kwitną i pachną - odurzają. Wisła powróciła do koryta, nareszcie można w spokoju napić się nad nią wina. Pijąc wino przedzierać się przez błony, przez dziesiątki ochronnych warstw...

* * *

"Język do opisu naszych zachowań istnieje, ponieważ tej rzeczywistości doświadcza wielu ludzi i mogą między sobą omówić czyjąś ostentacyjną uprzejmość lub czyjeś faux pas. Język do opisu mnie samego nie istnieje, ponieważ tej rzeczywistości nie doświadcza nikt poza mną."
Dukaj, Lód

poniedziałek, 7 czerwca 2010

http://www.youtube.com/watch?v=02pzDk4d6T0




śmierć na pięć

jest ciepło a ja umieram z wyziębienia
trzy, dwa, jeden... umarłam!

upleć mi trumnę z moich wyrzutów sumienia
mam ich w cholerę
a z racji mojej śmierci,
zupełnie nie wiem co mam z nimi zrobić

poniedziałek, 31 maja 2010

* * *



w wolnych chwilach
przebieram się za świnię
i palę stare szmaty

niedziela, 30 maja 2010

Potrzebuję wczoraj.
Dziś mnie przeraża.
W snach wojna, psy gryzące po łydkach,
palec skaleczony przez potłuczone lustro.



















A tak bym chciała, żeby ktoś dotknął mojej skóry
w ten elektryzujący, jedyny w swoim rodzaju sposób.

piątek, 28 maja 2010

nic
























nie mam nic do powiedzienia

piątek, 21 maja 2010

i po raz kolejny:
chodzę, ciągnąc za sobą chujowiznę moich myśli.


beznadziejność i rozkład.
dzięki bogu, jest jeszcze wódka w lodówce.
znów uciekam, spierdalam czym prędzej
do marzeń, do wspomnień.
do świata w moim zasranym łbie.
poddaję mu się w zupełności
i dryfuję w bezmiar
i już mnie nie ma

wybaczysz?...

czwartek, 20 maja 2010

zaskakuje mnie ta wszechobecna wilgoć. jest wszędzie, wszędzie ją czuję. oblepia mnie. spływa gęsią skórką po moim ciele, przez co kurczę się, robię się jeszcze mniejsza. i napięta.

wtorek, 4 maja 2010









poczekam popatrzę
nie cofnę kijem wisły

poniedziałek, 3 maja 2010

?


"i pamiętaj: tylko spokój może nas uratować.
Mickiewicz wszystkim rozpowie, że byliśmy
tamtej nocy razem"
8 marca 2006r.

Wspominam te słowa raz na jakiś czas. Dziś powtarzam je w duchu jak mantrę. Myślałam, że będę się czuła tak, jak za pierwszym razem. Otóż tak się nie czuję. Czuję się [paradoksalnie] o niebo gorzej. Staram się nie myśleć, dać na luz, zapalić papierosa. Z przyjemnością wyszłabym się napierdolić. Oj, tak. Tego mi dziś trzeba.

So here I am in the middle way
I said to my soul be still and wait
I said to my mind be strong and wait

wtorek, 27 kwietnia 2010

Deszcz. Znów pada deszcz. Wolę deszcz niż śnieg. Ja w ogóle lubię deszcz. Lubię. Wolę. Dobrze się czuję, gdy jest wilgotno. Lubię wtedy siedzieć nad rzeką i palić papierosy, których dym leniwie porusza się w gęstym, ciężkim powietrzu. Wcześniej, kiedy nie miałam jeszcze telefonu z odtwarzaczem mpczy, nosiłam ze sobą dyktafon i kilka taśm. Na ogół były to składanki z ulubionymi kawałkami. Fajne rzeczy. Mam gdzieś karton z tymi kasetami. Ale jeszcze ich nie odpalam. Poczekam, popatrzę. Później będą lepiej smakować.

* * *

"Ujrzał przelatującego nad głową demona, którego tak łatwo wziąć jest za anioła, owego szatana o mieniących się skrzydłach, który sieje rubiny, ciska swe złote strzały na frontony pałaców, barwi purpurą kobiety, odziewa niedorzecznym blaskiem trony, tak proste w swych początkach; usłyszał boga owej hałaśliwej próżności, którego brzęk zdaje się nam symbolem potęgi."

Balzac, Ojciec Goriot

poniedziałek, 26 kwietnia 2010
























ciężar wiosny
boję się o Nas


sobota, 24 kwietnia 2010

niech ryczy z bólu ranny łoś
zwierz zdrów przebiega knieje
ktoś nie śpi by spać mógł ktoś
to są zwyczajne dzieje




martini z cytrynką

wtorek, 20 kwietnia 2010

Egzamin dojrzałości - uwielbiam to określenie, ma olbrzymi przekaz. Ile razy można zdawać swój egzamin dojrzałości? Ja swój będę zdawać po raz drugi. Boję się cholernie, z każdym dniem coraz bardziej. A jeśli i tym razem mój wynik okaże się niesatysfakconujący? Wiem, że nie podejmę trzeciej próby, nie będzie warto.
Boję się tym bardziej, bo czuję gdzieś wewnątrz, że nie potrafię, że nie umiem. Jestem ograniczona, a raczej moje zdolności są ograniczone. Ze świeczką szukać u mnie talentów. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy może być wyjątkowy i super-uzdolniony, ale... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czuję silną, wewnętrzną potrzebę tworzenia. Ale cóż z tego, skoro nie potrafię znaleźć dla niej ujścia? Nie umiem uzewnętrznić własnych emocji i wizji... a to prowadzi do frustracji, przez którą tym bardziej nie mogę się wyzwolić.
Koło się zamyka.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

piątek, 16 kwietnia 2010

nie żebym lubiła ptaki
ja o ptakach nawet nie myślę
naprawdę chciałam dobrze





stolico napierdalaj!


.

wtorek, 13 kwietnia 2010
















idąc tropem wspomnień i staroci - mechaniczna cytryna.
bardzo smaczne strzały:
http://iconology.therndm.com/archive/man-and-nature-tim-barber/1107


i powrót do Sejtenik Miuzik & Romantik Loff:
http://www.youtube.com/watch?v=kqQRjZTp2hY


i od nowa...
"Nawet kurz na półce zaczyna przeszkadzać"
Owszem, zaczyna. Tak bardzo jak teraz, przeszkadzał mi w lipcu, dwa lata temu. Jaki piękny był ten lipiec. Żar lał się z nieba, a ze mnie lał się jad. Płynął po moim wielkim łóżku, po zniszczonej podłodze, po parapecie, na który zdążyłam już wylać kilka kubków kawy, kilka kieliszków wódki, na który petowałam moje ulubione marlboro czerwone. Spływał po okrutnie szarej ścianie kamienicy przy Saskiej. Ale byliście też Wy. Dobrze, zajebiście dobrze mi było, kiedy przychodziliście mówiąc: -Co tam, Kacha? Może byśmy się napili? -Ależ proszę, w każdej chwili!
Pamiętasz P, w czasie jednej z tych malowniczych nocy lipcowych, siedziałeś ze mną na wspomnianym wcześniej, opłakanym już parapecie? Nigdy nie podziękowałam Ci za to, że byłeś wtedy ze mną. A może podziękowałam? Nie pamiętam, pijana byłam. Chciałabym się spotkać. Tak jak kiedyś. Porozmawiać. Tak jak kiedyś. Ale Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że "tak jak kiedyś" już nie wróci. A ja wracam do tego nieustannie. Do Ciebie I. wracam nieustannie, do częku perwonych melancholii, do kawy w termosie, do pól, do szklanej butli z winem wleczonej zimą nad Orzyc, do "truskawek polanych czekoladą".
Tęsknię. Tęsknię, bo jestem tu od dłuższego czasu. Jestem, a nie ma tego wszystkiego. Przede wszystkim nie ma Was. To już nie jest moje miejsce.

A czy gdzieś mam swoje miejsce?



Papieros.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Jestem pijana.
Pijana tak, jak lubię najbardziej. Kiedy ciało całkiem świetnie się spisuje - koordynacja, refleks - wszystko tak, jak być powinno. A w głowie pierdolnik taki, że nie ma ani początku ani końca. Ale jest środek, jest centrum tego całego bałaganu. A na tym środku jest piedestał, a na piedostale jestem ja.
Ja.
Ja i setki tysięcy pomysłów wirujących wokół mnie, w rytm tylko sobie znanej melodii, jak srebrzyste bezokazyjne confetti. I ten stan, kiedy wszystkie płatki tego sztucznego śniegu są wybitne, fascynujące, wspaniałe! Ten stan, kiedy mogę wszystko, bo i tak nikt nie ściągnie mnie z tego piedestału w moim łbie.


Papieros.

niedziela, 28 marca 2010

Gram.
















Gram. Bawię się. Tańczę. Gram
Tańczę.
"Taniec z Marzeniami"
Tańczę.
Oceny póki co nędzne, ale to dopiero początek.
Jeszcze wiele prób przede mną. Wiele ćwiczeń.
Nóżka w przód. Nóżka w tył. To takie proste!

Gram. Tańczę. Bawię się. Tańczę.
Już trochę lepiej.
Lepiej mi idzie, płynie - tańczę.
Ale, tak czy inaczej, potrzebuję głosów widzów.
Oceny słabe - walca pewnie nie zatańczę.

Bawię się. Tańczę.

Już nie gram. Tańczę.

czwartek, 25 marca 2010










Niebawem wybuchnę.
Zaczynam odliczanie...

środa, 24 marca 2010



* * *

Wylewa się, wypływa, wypełza, wydobywa się, wychodzi i jest.
Rezygnacja.
Stoi przede mną, dumnie prężąc swe mlecznobiałe ciało.
Krzywi usta w powalającym uśmiechu.
Kusi. Stoi i kusi.
A ja jej pożądam.



Dwudziesty czwarty marca krzyczy mi w twarz obojętnością. Jestem znużona i senna. Coraz słabsza kładę się pośród trzech biało-czarnych kocurzych futer. Różowa poduszeczka z maleńką czarną plamką muska skórę mojego policzka, wilgotny trójkątny nosek przyjemnie drażni zagłębienie za uchem. Ciepło. Trzy puszyste cielska grzeją bardziej, niż to pieprzone wiosenne słońce.

wtorek, 23 marca 2010

Wiosna.






Wiosna.
Wiosna na wsi.
Smród palonych gałęzi.
Smród głód i powab.
Nocą tego nie czuć, tego nie widać.
We dnie mnie nie ma. Nie istnieję.
Palę papierosy - jestem w nastroju nieprzysiadalnym.
http://www.youtube.com/watch?v=zzWoFb7LfTI

Piszę tego bloga. Zaczynam go pisać. Muszę zacząć to robić.
Słowa. Prześladują mnie słowa.
Chodzę, ciągnąc za sobą chujowiznę moich myśli.
Czas najwyższy się uwolnić.
Wszędzie słowa.
Wszędzie gdzie nie pójdę, gdzie nie spojrzę.
Są i drwią ze mnie, drwią z mojej nieudolności.
nie umiem pisać


* * *

Ze specjalnymi podziękowaniami dla http://etreux.blogspot.com/