Cześć.
Dawno mnie tu nie było.
Chyba byłam szczęśliwa.
Kiedyś pewien mądry człowiek powiedział,
że kiedy człowiek jest szczęśliwy, to nie umie pisać (Świetlicki?).
Mimo to, nie powiedziałabym, że nie jestem teraz szczęśliwa.
Znów przychodzą zmiany. Coś się kończy, coś się zaczyna.
Tym razem, wyjątkowo, w zupełnie innym kontekście.
Żegnam Miasto Królów.
Bardzo tego nie chcę. Płaczę w środku na myśl o tym.
Dziś przyszło to do mnie na pełnej kurwie. To i kilka innych rzeczy.
I ona.
Bardzo się boję, że nie będę umiała tam żyć.
Jeszcze jakieś cztery lata temu, gdyby ktoś dał mi taką ofertę,
nie wahałabym się.
Ale to było cztery lata temu.
A teraz? A teraz nie chcę.
Całe szczęście mam z kim popełniać te zmiany.
Tylko jeszcze nie wiem po co.
A może tak właśnie lepiej? Znów wskoczyć na głęboką wodę.
Już kilka razy wywracałam wszystko do góry nogami i jakoś szło.
Nawet nie jakoś. Ośmielę się powiedzieć, że dobrze szło.
Że te wszystkie zmiany prowadzą mnie do siebie.
Zobaczymy, co będzie tym razem.
Jadą braciszkowie moje. Jadą - czarne kowboje.
środa, 27 czerwca 2018
poniedziałek, 30 stycznia 2017
niedziela, 29 stycznia 2017
Miały być góry i błękitne niebo, a leżę zagrzebana
w pościeli.
Jeszcze wcześnie. Jeszcze można coś zrobić.
Szumi mi w głowie wczorajsze piwo, opada ciężko
na powieki
- nie chcę go już.
Skończyłam dziennik.
86 dni.
Tłusto zapisane strony.
Turkusowy atrament nadaje lekkości słowom.
Nie było lekko.
Wciąż czuję niepokój. Drżę w środku na myśl, że coś znów i znów.
Zaskakujesz mnie. A śniło mi się, że Cię znam.
To nieprawda.
Jestem rozczarowana.
w pościeli.
Jeszcze wcześnie. Jeszcze można coś zrobić.
Szumi mi w głowie wczorajsze piwo, opada ciężko
na powieki
- nie chcę go już.
Skończyłam dziennik.
86 dni.
Tłusto zapisane strony.
Turkusowy atrament nadaje lekkości słowom.
Nie było lekko.
Wciąż czuję niepokój. Drżę w środku na myśl, że coś znów i znów.
Zaskakujesz mnie. A śniło mi się, że Cię znam.
To nieprawda.
Jestem rozczarowana.
czwartek, 17 listopada 2016
Tak wspaniale się dziś upijam.
Trzeci gin taki pyszny. Czwarty.
"Słucham muzyki z księżyca"
Wczoraj był Super Księżyc, a dziś uprałam mój szal.
Nim będziesz chciał, ja będę zupełnie poza tym wszystkim.
Tak łatwo jest obudzić w sobie nadzieję.
Byłoby łatwiej gdybyś patrzył w oczy,
Płynę z prądem Missisipi.
Poddaję się temu.
Na chwilę.
Trzeci gin taki pyszny. Czwarty.
"Słucham muzyki z księżyca"
Wczoraj był Super Księżyc, a dziś uprałam mój szal.
Nim będziesz chciał, ja będę zupełnie poza tym wszystkim.
Tak łatwo jest obudzić w sobie nadzieję.
Byłoby łatwiej gdybyś patrzył w oczy,
Płynę z prądem Missisipi.
Poddaję się temu.
Na chwilę.
czwartek, 3 listopada 2016
czwartek, 11 sierpnia 2016
wtorek, 9 sierpnia 2016
Myślałam, że jestem za stara na takie wojaże,
na takie Wisły, na takie spacery.
Nie jestem.
Godzinami patrzyłam w te chmurne oczy zalane oceanem pigwówki i światłami Psa.
A one, smutne i rozpalone, mówiły:
jest najlepiej, zostań.
Może nawet chciałam? Na pewno.
Choć na chwilę.
Jakie to proste!
Tańczyliśmy paląc papierosy.
Ulubiony kolor? Pomarańczowy, oczywiście.
Świt rozlał się upałem i już nie wiedziałam nic.
I tylko to drżenie w środku, głęboko we mnie.
Dziwne, obce.
Tak jeszcze nie drżałam.
Orbitowski mówi, że gdy jest szczęśliwy
to myśli o śmierci.
Też tak masz?
na takie Wisły, na takie spacery.
Nie jestem.
Godzinami patrzyłam w te chmurne oczy zalane oceanem pigwówki i światłami Psa.
A one, smutne i rozpalone, mówiły:
jest najlepiej, zostań.
Może nawet chciałam? Na pewno.
Choć na chwilę.
Jakie to proste!
Tańczyliśmy paląc papierosy.
Ulubiony kolor? Pomarańczowy, oczywiście.
Świt rozlał się upałem i już nie wiedziałam nic.
I tylko to drżenie w środku, głęboko we mnie.
Dziwne, obce.
Tak jeszcze nie drżałam.
Orbitowski mówi, że gdy jest szczęśliwy
to myśli o śmierci.
Też tak masz?
środa, 27 maja 2015
piątek, 27 marca 2015
czwartek, 19 lutego 2015
sobota, 19 stycznia 2013
środa, 1 lutego 2012
czwartek, 26 stycznia 2012
ale z imieniem własnym być
Cóż z tego, że wybiegła za nim
Że mu w bianioli skleja łeb
Cóż, że dla niego zdejmie stanik
Ja mam swój cios - on tylko sklep
Więc wolę zrzec się mych karesów
I z Wami moją whisky pić
Na całe życie bez adresu
Ale z imieniem własnym być!
wtorek, 29 listopada 2011
z.

Ale niedługo będziesz, Ty u mnie a ja u Ciebie.
Głowa moja ma wielkość metra sześciennego. Pulsuje w środku. Rozpieprza krawędzie. Potrzebuję kompresu z kilku wolnych dni, dobrego jedzenia, książek. Ciebie też niech tam nie zabraknie, bo uśmierzenie bólu będzie pozorne.
niedziela, 12 czerwca 2011
środa, 8 czerwca 2011
otwieram oczy i próbuję, opierając się na wszystkich łapach, wstać. jest dość ciężko, dość upalnie. w upale trudno jest rozmawiać o czymkolwiek. zwłaszcza o miłości. świecą w ciemnościach nasze blade uśmiechy, a oczy spływają razem z potem po policzkach, nabrzmiałych od trzymanej w ustach wody. podejrzewam, że czas najwyższy wybuchnąć. tylko jak to zrobić nie kalecząc siebie wzajemnie?
sobota, 7 maja 2011
poniedziałek, 21 marca 2011
Sen
Pierwszy dzień wiosny. I za chwilę już po nim.
Wiosna. Czekam na nią, stęskniona.
Banał.
Przez trzy noce śniłam to dziecko. Małe, uśmiechnięte, zupełnie zajęte sobą. I obojga jego rodziców, których przecież tak dobrze znam, jednocześnie nic o nich nie wiedząc. I śniłam to dziecko, i paląc papierosy krwawiłam na ich łóżko. Zmierzch i huśtawka. I Oni. Łóżko stało obok huśtawki. Ciężkie pierzyny, a pod nimi kwieciste prześcieradła.
Nie potrafię tego pojąć, zrozumieć. Nie umiem.
Wiosna. Czekam na nią, stęskniona.
Banał.
Przez trzy noce śniłam to dziecko. Małe, uśmiechnięte, zupełnie zajęte sobą. I obojga jego rodziców, których przecież tak dobrze znam, jednocześnie nic o nich nie wiedząc. I śniłam to dziecko, i paląc papierosy krwawiłam na ich łóżko. Zmierzch i huśtawka. I Oni. Łóżko stało obok huśtawki. Ciężkie pierzyny, a pod nimi kwieciste prześcieradła.
Nie potrafię tego pojąć, zrozumieć. Nie umiem.
poniedziałek, 31 stycznia 2011
poniedziałek, 10 stycznia 2011
odległość
wciskam się w ciebiewpełzam do głębi - nie protestujesz
zachęcasz wręcz
głaszczesz moje resztki, które z ciebie jeszcze wystają
mówisz, że prawie nie boli i zaciskasz zęby
ten ból to nasze błogosławieństwo, węzeł małżeński,
korona cierniowa, fasola pod kolanami, kręgosłup moralny
mówisz, że nie boli i płaczesz
a ja wciskam się
pod żebra, byle bliżej serca
byle bliżej ciebie
ale odległość znów szepce mi do ucha,
że nie ma tak dobrze i wyjść już z ciebie muszę
wychodzę i
się kruszę
niedziela, 9 stycznia 2011
czwartek, 9 grudnia 2010
niedziela, 5 grudnia 2010
*
zimne piwo ból gardła marlboro czerwone palone w zaduchu pełnym ludzkich ciał skórzana kanapa bez Ciebie sen pokruszona tafla wisły oblana srebrem słońca nie myśl nie myśl
poniedziałek, 22 listopada 2010
wtorek, 16 listopada 2010
Nie ma.
Otwieram okno - wietrzę pokój i swoją głowę.
Sprawdzam za drzwiami, pod łóżkiem, w szafie.
Nie ma.
Nie ma.
Ale jakiś sweter, jakiś drobiazg, jakiś zapach...
Na fejsbuku jesteś zaręczony - śmieję się z tego w głos.
Mimo to każdego ranka wdzierasz się we mnie z siłą huraganu,
brutalnie rozwierasz powieki, łapiesz za włosy na karku,
potrząsasz, budzisz.
Nie ma.
Nie ma.
Sprawdzam za drzwiami, pod łóżkiem, w szafie.
Nie ma.
Nie ma.
Ale jakiś sweter, jakiś drobiazg, jakiś zapach...
Na fejsbuku jesteś zaręczony - śmieję się z tego w głos.
Mimo to każdego ranka wdzierasz się we mnie z siłą huraganu,
brutalnie rozwierasz powieki, łapiesz za włosy na karku,
potrząsasz, budzisz.
Nie ma.
Nie ma.
poniedziałek, 15 listopada 2010
żerań
Kałuża.
Głęboka, powyżej kostki.
Wchodzę w nią.
Woda nie mętnieje, jest czysta jak szkło.
Pływają w niej jedynie liście-ryby, wciąż żółte jesienią.
Wokół mnie cmentarzysko żerania. Szarość puchnie tu błotem i dymem z vattenfall.
Zapach żerania, to zapach moczu i rdzy tramwajowej - taka specyfika.
I w tym wszystkim, w tym moczu i w tym dymie, w błocie, w murach, w tej bezwzględnej szarości to jedyne, czyste jak adriatyk, nieskazitelne małe jezioro.
Stojąc w tej wodnej niewinności jestem deptana, popychana, szturchana przez panów z wąsem i saszetką z prawie-skóry.
A może to ich zapach mnie szturcha i depcze? - tanie papierosy, tygodniowy pot, czosnek, przetrawiony alkohol.
Nienawidzę.
Głęboka, powyżej kostki.
Wchodzę w nią.
Woda nie mętnieje, jest czysta jak szkło.
Pływają w niej jedynie liście-ryby, wciąż żółte jesienią.
Wokół mnie cmentarzysko żerania. Szarość puchnie tu błotem i dymem z vattenfall.
Zapach żerania, to zapach moczu i rdzy tramwajowej - taka specyfika.
I w tym wszystkim, w tym moczu i w tym dymie, w błocie, w murach, w tej bezwzględnej szarości to jedyne, czyste jak adriatyk, nieskazitelne małe jezioro.
Stojąc w tej wodnej niewinności jestem deptana, popychana, szturchana przez panów z wąsem i saszetką z prawie-skóry.
A może to ich zapach mnie szturcha i depcze? - tanie papierosy, tygodniowy pot, czosnek, przetrawiony alkohol.
Nienawidzę.
sobota, 6 listopada 2010
wtorek, 26 października 2010
poniedziałek, 18 października 2010
chcem piwa
chcem piwa
brzęczy mi to w głowie nieustannie, mimo że skrupulatnie spełniam ową zachciankę. piję to piwo, ale jakoś bez przyjemności, z niesmakiem wręcz. mrożę to piwo, bo przecież porządnie schłodzone smakuje lepiej. a mimo to wciąż chcem piwa. ciężka szklanka z białego szkła spaceruje razem ze mną po mieszkaniu, w tę i z powrotem. chodzę tak, miejsca nie mogąc sobie znaleźć. patrzę na siebie, na swoje odbicie w dwóch olbrzymich lustrach, brudnych lustrach. wiesz, o których mówię. czasami się w nich przeglądaliśmy. razem.
chcem piwa
poniedziałkowe wieczory powodują raka i choroby serca.
chcem piwa
oprócz piwa chłodzę też swoją gorącą głowę, paląc na balkonie. gorącą głowę, gorące dłonie i policzki, łydki, biust, uda.
chłodzę siebie
w oczekiwaniu
na twoje ciało -
ciało jak z marmuru
mocne i prężne.
chodź, bo piwa mam już dość.
brzęczy mi to w głowie nieustannie, mimo że skrupulatnie spełniam ową zachciankę. piję to piwo, ale jakoś bez przyjemności, z niesmakiem wręcz. mrożę to piwo, bo przecież porządnie schłodzone smakuje lepiej. a mimo to wciąż chcem piwa. ciężka szklanka z białego szkła spaceruje razem ze mną po mieszkaniu, w tę i z powrotem. chodzę tak, miejsca nie mogąc sobie znaleźć. patrzę na siebie, na swoje odbicie w dwóch olbrzymich lustrach, brudnych lustrach. wiesz, o których mówię. czasami się w nich przeglądaliśmy. razem.
chcem piwa
poniedziałkowe wieczory powodują raka i choroby serca.
chcem piwa
oprócz piwa chłodzę też swoją gorącą głowę, paląc na balkonie. gorącą głowę, gorące dłonie i policzki, łydki, biust, uda.
chłodzę siebie
w oczekiwaniu
na twoje ciało -
ciało jak z marmuru
mocne i prężne.
chodź, bo piwa mam już dość.
piątek, 15 października 2010
poniedziałek, 11 października 2010
wtorek, 5 października 2010
dym
Siedzę pomiędzy ludźmi, których zupełnie nie znam, którzy zupełnie mnie nie interesują. W dłoni miętoszę jednorazowy bilet komunikacji miejskiej, niewarszawskiej. Ten kawałeczek makulaturowego papieru dodaje mi otuchy. To tak, jakbym zamiast szorstkiego papieru dotykała ciepłej skóry Twojej dłoni.
Palę papierosy w chłodzie jesiennego wiatru. Obserwuję jak dym wydobywający się z moich ust i nozdrzy ginie porywany przez powietrze.
Czas najwyższy wziąć się w garść.
* * *
Moje ciało złote zwija się jak dym
drga i złotym potem płynie,
a ty w nim
w czerni tonąc pijesz złoto z moich ust
http://www.youtube.com/watch?v=lhP3M_BBAKM
Palę papierosy w chłodzie jesiennego wiatru. Obserwuję jak dym wydobywający się z moich ust i nozdrzy ginie porywany przez powietrze.
Czas najwyższy wziąć się w garść.
* * *
Moje ciało złote zwija się jak dym
drga i złotym potem płynie,
a ty w nim
w czerni tonąc pijesz złoto z moich ust
http://www.youtube.com/watch?v=lhP3M_BBAKM
niedziela, 3 października 2010
sobota, 2 października 2010
piątek, 1 października 2010
^^^
i pierdolnął mi październik. kolejny
cudownie.
jest cudownie.
piszę piszę piszę
skreślam i piszę od nowa
szarpię się ze słowami - dziś nie umiem
dziś nie rozumiem sama siebie.
wypluwam tu jakieś resztki
jak widać zresztą
pyknęło mi oczko:
wszystkiego najlepszego
sto lat i tak dalej
potrzebuję jeszcze trochę czasu
nie, nie dla siebie
dla ciebie go chcę
czas naszym przekleństwem
cudownie.
jest cudownie.
piszę piszę piszę
skreślam i piszę od nowa
szarpię się ze słowami - dziś nie umiem
dziś nie rozumiem sama siebie.
wypluwam tu jakieś resztki
jak widać zresztą
pyknęło mi oczko:
wszystkiego najlepszego
sto lat i tak dalej
potrzebuję jeszcze trochę czasu
nie, nie dla siebie
dla ciebie go chcę
czas naszym przekleństwem
sobota, 18 września 2010
piątek, 17 września 2010
~
i niosę cię na rzęsach, na powiekach ciężkich od snu
w to miasto przez ciebie znielubione, w jego chaos
w to miasto przez ciebie znielubione, w jego chaos
sobota, 11 września 2010
środa, 8 września 2010
Słońce igra mi miedzią we włosach.
Jesień - najlepsza pora, żeby się zakochać.
Wiosna jest przereklamowana jeśli idzie o miłość.
Wiosną właśnie najlepsze jest samotne wino nad rzeką.
Ten deszcz, te kałuże, to kłamliwe słońce, kalosze,
płaszcze i szale - to jest właśnie urzekające.
A nie kwiatki, pączki na drzewach, kocyki na łąkach,
ławki w parkach i nieśmiałe na nich pocałunki
Pretensjonalne.
Jesień - najlepsza pora, żeby się zakochać.
Wiosna jest przereklamowana jeśli idzie o miłość.
Wiosną właśnie najlepsze jest samotne wino nad rzeką.
Ten deszcz, te kałuże, to kłamliwe słońce, kalosze,
płaszcze i szale - to jest właśnie urzekające.
A nie kwiatki, pączki na drzewach, kocyki na łąkach,
ławki w parkach i nieśmiałe na nich pocałunki
Pretensjonalne.
piątek, 3 września 2010
,
więc ukłoń się głęboko i uśmiechnij ładnie
publika lubi głębokie ukłony i ładne uśmiechy
przegranych
podnieś jeszcze głowę
wypłacz oczy
i spluń na wiatr
bo tak trzeba
bo tak właśnie trzeba
[styczeń 2009]
czwartek, 2 września 2010
piątek, 27 sierpnia 2010
* * *
Obudziła mnie -
wielkimi kroplami bijąc w blachę parapetu. Jak zwykle pojawiła się niespodziewanie, zaskakując mnie chłodem swoich dłoni, które niepostrzeżenie, ze zręcznością wytrawnego szpiega, włożyła mi pod bluzkę.
Obudziła mnie -
napoiła kawą, wcisnęła w usta papierosa. Wskazała rząd książek i sadzając mnie w wysokim fotelu, przykrywając kocem z ostrej wełny, kazała sobie czytać.
Czytam więc -
nie lubię jej się sprzeciwiać.
Raz na jakieś czas spoglądam niepewnie w jej oczy, dwie łzawe studnie niekończącej się szarości. Słuchając jak czytam, parzy mi kolejną kawę i oświadcza, że po południu idziemy na spacer.
Przytakuję więc -
nie lubię jej się sprzeciwiać.
Mokra od jej chmurnych pocałunków brnę przez dziurawce, krwawnik, przez trawę po kolana, po pas, przez dziką koniczynę, przez bluszcz, czeremchę, przez błoto - do rzeki. Obejmując mnie wiatrem szepcze do ucha chłodne myśli, zziębnięte słowa, które drgają nerwowo w mojej głowie.
Nocą zapewne pieścić mnie będzie
- najczulsza ma kochanka -
westchnieniami minionego lata. Oddam się tym pieszczotom jesiennym w zupełności.
Mam wprawę - od lat tak robię.
wielkimi kroplami bijąc w blachę parapetu. Jak zwykle pojawiła się niespodziewanie, zaskakując mnie chłodem swoich dłoni, które niepostrzeżenie, ze zręcznością wytrawnego szpiega, włożyła mi pod bluzkę.
Obudziła mnie -
napoiła kawą, wcisnęła w usta papierosa. Wskazała rząd książek i sadzając mnie w wysokim fotelu, przykrywając kocem z ostrej wełny, kazała sobie czytać.
Czytam więc -
nie lubię jej się sprzeciwiać.
Raz na jakieś czas spoglądam niepewnie w jej oczy, dwie łzawe studnie niekończącej się szarości. Słuchając jak czytam, parzy mi kolejną kawę i oświadcza, że po południu idziemy na spacer.
Przytakuję więc -
nie lubię jej się sprzeciwiać.
Mokra od jej chmurnych pocałunków brnę przez dziurawce, krwawnik, przez trawę po kolana, po pas, przez dziką koniczynę, przez bluszcz, czeremchę, przez błoto - do rzeki. Obejmując mnie wiatrem szepcze do ucha chłodne myśli, zziębnięte słowa, które drgają nerwowo w mojej głowie.
Nocą zapewne pieścić mnie będzie
- najczulsza ma kochanka -
westchnieniami minionego lata. Oddam się tym pieszczotom jesiennym w zupełności.
Mam wprawę - od lat tak robię.
czwartek, 26 sierpnia 2010
wtorek, 24 sierpnia 2010
Niezasłane łóżko - znów.
Tym razem naprawdę niezasłane. I żywe. Ożyło na kilka ostatnich dni. Ale niestety dzisiejszej nocy zacznie powoli obumierać. Dziś już spać w nim nie będę.
Miękki zapach ciepłego mleka, wczorajszego piwa i na wpół nieprzespanej nocy drażni mnie niemiłosiernie. Po stokroć powtarzając sobie, że tak właśnie trzeba, podpalam kolejnego papierosa. Po stokroć powtarzając sobie, że inaczej nie można, nabieram wody w usta, połknąć jej nie umiejąc.
http://www.youtube.com/watch?v=02pzDk4d6T0&feature=search
Miękki zapach ciepłego mleka, wczorajszego piwa i na wpół nieprzespanej nocy drażni mnie niemiłosiernie. Po stokroć powtarzając sobie, że tak właśnie trzeba, podpalam kolejnego papierosa. Po stokroć powtarzając sobie, że inaczej nie można, nabieram wody w usta, połknąć jej nie umiejąc.
http://www.youtube.com/watch?v=02pzDk4d6T0&feature=search
czwartek, 19 sierpnia 2010
środa, 18 sierpnia 2010
jesień
Przyszła jesień.
Napadła na mnie nad ranem,
pijaną
z Twoim oddechem we śnie złapanym.
Jesień.
Nareszcie spokojnie nabieram powietrza.
Deszcz łagodzi moją rumianą od emocji twarz.
Stoję w centrum miasta, a obok mnie płynie rzeczywistość.
Wszystko płynie.
Oprócz mnie i moich w kieszenie schowanych dłoni.
Przelewa mi się świat. Przelewa się przez
te moje kieszenie i te moje dłonie w tych właśnie kieszeniach.
Przez rzęsy leje mi się rzeczywistość, przez powieki.
Stoję i czekam.
Aż utonę.
Napadła na mnie nad ranem,
pijaną
z Twoim oddechem we śnie złapanym.
Jesień.
Nareszcie spokojnie nabieram powietrza.
Deszcz łagodzi moją rumianą od emocji twarz.
Stoję w centrum miasta, a obok mnie płynie rzeczywistość.
Wszystko płynie.
Oprócz mnie i moich w kieszenie schowanych dłoni.
Przelewa mi się świat. Przelewa się przez
te moje kieszenie i te moje dłonie w tych właśnie kieszeniach.
Przez rzęsy leje mi się rzeczywistość, przez powieki.
Stoję i czekam.
Aż utonę.
środa, 11 sierpnia 2010
Stoję przed lustrem.
Z wielką intensywnością przypatruję się bladej skórze mojej twarzy.
Pod oczami skrochmalony wczorajszy tusz, na powiekach prawie nietknięta zielona kredka. Moje oczy są prawie zielone, kiedy jej używam.
Od dziewiątej rano nie potrafiłam znaleźć czasu, żeby zedrzeć z siebie tę wczorajszą skórkę. Byłam zajęta. Próbowałam nie tęsknić.
Zmywam więc makijaż.
Za chwilę nałożę świeżą powłokę.
I pójdę.
Z wielką intensywnością przypatruję się bladej skórze mojej twarzy.
Pod oczami skrochmalony wczorajszy tusz, na powiekach prawie nietknięta zielona kredka. Moje oczy są prawie zielone, kiedy jej używam.
Od dziewiątej rano nie potrafiłam znaleźć czasu, żeby zedrzeć z siebie tę wczorajszą skórkę. Byłam zajęta. Próbowałam nie tęsknić.
Zmywam więc makijaż.
Za chwilę nałożę świeżą powłokę.
I pójdę.
Jest już kilka godzin po południu. Czas przestać myśleć choćby na chwilę. Schodzę na dół. Telewizja, zazwyczaj zbawienna, kiedy chcę się odmóżdżyć, dziś zawodzi. Satelita nie działa. Losuję więc dvd.
Władca pierścieni - "o nie!" myślę sobie; Rzeka tajemnic - jeszcze gorzej; Duma i uprzedzenie - niechże będzie . Mam tu mały wybór. Włączam. Pakuję się pod koc, mimo że na dworze 28 stopni - nic nie szkodzi. Ale i tak muszę jeszcze raz się podnieść. Wczorajsze chlanie suszy gardło od samego ranka (wody!). Znów pod koc. Moszczę się jak wróbel. Słoneczny splendor dzisiejszego popołudnia drażni moje oczy, tak jak moją skórę drażni Twoja nieobecność.
Duma i uprzedzenie nie wchodzi żadnym sposobem, próbuję więc coś przeczytać. Doris Lessing karmi mnie odstrzeliwaniem dzikich kotów i koceniem tych drugich, nie-dzikich, domowych pieszczochów. Nie mam na to najmniejszej ochoty. Najlepiej chyba zrobię jeśli napiję się piwa i pójdę spać. Nie będę się już szarpać z tą przeklętą krwią, którą piach wokół mnie nieznośnie wolno pochłania.
Naiwna.
Władca pierścieni - "o nie!" myślę sobie; Rzeka tajemnic - jeszcze gorzej; Duma i uprzedzenie - niechże będzie . Mam tu mały wybór. Włączam. Pakuję się pod koc, mimo że na dworze 28 stopni - nic nie szkodzi. Ale i tak muszę jeszcze raz się podnieść. Wczorajsze chlanie suszy gardło od samego ranka (wody!). Znów pod koc. Moszczę się jak wróbel. Słoneczny splendor dzisiejszego popołudnia drażni moje oczy, tak jak moją skórę drażni Twoja nieobecność.
Duma i uprzedzenie nie wchodzi żadnym sposobem, próbuję więc coś przeczytać. Doris Lessing karmi mnie odstrzeliwaniem dzikich kotów i koceniem tych drugich, nie-dzikich, domowych pieszczochów. Nie mam na to najmniejszej ochoty. Najlepiej chyba zrobię jeśli napiję się piwa i pójdę spać. Nie będę się już szarpać z tą przeklętą krwią, którą piach wokół mnie nieznośnie wolno pochłania.
Naiwna.
poniedziałek, 2 sierpnia 2010
niedziela, 1 sierpnia 2010
Spend my nights and days before
Searching the world for what's right here
http://www.youtube.com/watch?v=PElhV8z7I60
Searching the world for what's right here
http://www.youtube.com/watch?v=PElhV8z7I60
piątek, 30 lipca 2010
niedziela, 25 lipca 2010
Ostatnimi czasy autobusy stanowią alternatywę dla mojego domu. Dużo czasu w nich spędzam; czytam, jem, czasami śpię, innym razem całuję czyjeś dłonie. Jest dopiero piętnasta, a ja zdążyłam już przesiedzieć w autobusie prawie pięć godzin. Warszawski potwór komunikacji miejskiej pożera mnie każdego dnia.
Cholerne nowotwory.
Cholerne nowotwory.
wtorek, 20 lipca 2010
różowy słoń
siedzę czekam
schną mi paznokcie w związku z czym
mam ochotę skurwić szluga
kurwię więc
kurwię piekę sypię
jest różowy jest smaczny jest mój
należy tylko do mnie i do mojej skóry
na której pokłada się słodkim dymem
szkoda, że nie ma o tej porze dnia
widocznego księżyca
byłoby nawet romantycznie
a tak -
jest zaledwie samotnie
schną mi paznokcie w związku z czym
mam ochotę skurwić szluga
kurwię więc
kurwię piekę sypię
jest różowy jest smaczny jest mój
należy tylko do mnie i do mojej skóry
na której pokłada się słodkim dymem
szkoda, że nie ma o tej porze dnia
widocznego księżyca
byłoby nawet romantycznie
a tak -
jest zaledwie samotnie
czwartek, 15 lipca 2010
http://www.youtube.com/watch?v=WMFWSWIap14
chaos pierdolnik komplikacje i podróże
a ja chcę ciszy
papierosa i kawy z mlekiem
ale mówią mi, że trzeba się bawić
to się bawię
żebym tylko się nie nabawiła
dobrej nocy
chaos pierdolnik komplikacje i podróże
a ja chcę ciszy
papierosa i kawy z mlekiem
ale mówią mi, że trzeba się bawić
to się bawię
żebym tylko się nie nabawiła
dobrej nocy
poniedziałek, 12 lipca 2010
Niezasłane łóżka

Niezasłane łóżka
Ostatnimi dniami tłucze mi się to po głowie.
Łóżko jest dla mnie symbolem stabilizacji.
W tym momencie nawet nie śpię na własnym
łóżku. Stoi sobie dumnie, paradoksalnie zasłane.
A na nim kilka książek, kilka poduszek, złożona
w kostkę świeżo wyprana pościel. Jedynym
żywym elementem uczestniczącym w
majestatycznym niebycie mojego łóżka
są kocury, które - czy tego chcę, czy nie -
w taki upał wyglądają jak martwe.
Martwe.
Martwe koty, nieczytane martwe książki,
nie pachnąca moją skórą martwa pościel
i ja
niedziela, 11 lipca 2010
szoruję rzęsami po krawężniku
długie są, potykam się o nie
potykam, przewracam, wstaję
i zaczynam szorować od nowa
płochliwa jestem
ciągnę rzęsy po chodniku
chylę głowę - boję się patrzeć
na przypadkowe pocałunki
mniej przypadkowe zbiegi okoliczności
na wszystko mówiące uściski dłoni
i twoje tęczówki
moje słowa-rzęsy
długie są, potykam się o nie
potykam, przewracam, wstaję
i zaczynam szorować od nowa
płochliwa jestem
ciągnę rzęsy po chodniku
chylę głowę - boję się patrzeć
na przypadkowe pocałunki
mniej przypadkowe zbiegi okoliczności
na wszystko mówiące uściski dłoni
i twoje tęczówki
moje słowa-rzęsy
piątek, 18 czerwca 2010
cisza
jutro odpowiem Ci na pewno
odpowiem na setki pytań, które zadajesz w mojej głowie
a teraz spokój, cisza
jeszcze przez chwilę
nikt nie mówił, że będzie łatwo
http://www.youtube.com/watch?v=EdBym7kv2IM
odpowiem na setki pytań, które zadajesz w mojej głowie
a teraz spokój, cisza
jeszcze przez chwilę
nikt nie mówił, że będzie łatwo
http://www.youtube.com/watch?v=EdBym7kv2IM
wtorek, 15 czerwca 2010
poniedziałek, 14 czerwca 2010
czwartek, 10 czerwca 2010
środa, 9 czerwca 2010
encore
Powietrze pachnie tu dokładnie tak jak nad Orzycem. Dokładnie tak. Mimo, że od Wisły dzieli mnie około 300m, to czuję zapach ciepłej wody i wilgotnej trawy. I akacje - kwitną i pachną - odurzają. Wisła powróciła do koryta, nareszcie można w spokoju napić się nad nią wina. Pijąc wino przedzierać się przez błony, przez dziesiątki ochronnych warstw...
* * *
"Język do opisu naszych zachowań istnieje, ponieważ tej rzeczywistości doświadcza wielu ludzi i mogą między sobą omówić czyjąś ostentacyjną uprzejmość lub czyjeś faux pas. Język do opisu mnie samego nie istnieje, ponieważ tej rzeczywistości nie doświadcza nikt poza mną."
Dukaj, Lód
* * *
"Język do opisu naszych zachowań istnieje, ponieważ tej rzeczywistości doświadcza wielu ludzi i mogą między sobą omówić czyjąś ostentacyjną uprzejmość lub czyjeś faux pas. Język do opisu mnie samego nie istnieje, ponieważ tej rzeczywistości nie doświadcza nikt poza mną."
Dukaj, Lód
poniedziałek, 7 czerwca 2010
http://www.youtube.com/watch?v=02pzDk4d6T0
śmierć na pięć
jest ciepło a ja umieram z wyziębienia
trzy, dwa, jeden... umarłam!
upleć mi trumnę z moich wyrzutów sumienia
mam ich w cholerę
a z racji mojej śmierci,
zupełnie nie wiem co mam z nimi zrobić
śmierć na pięć
jest ciepło a ja umieram z wyziębienia
trzy, dwa, jeden... umarłam!
upleć mi trumnę z moich wyrzutów sumienia
mam ich w cholerę
a z racji mojej śmierci,
zupełnie nie wiem co mam z nimi zrobić
niedziela, 30 maja 2010
piątek, 28 maja 2010
piątek, 21 maja 2010
czwartek, 20 maja 2010
wtorek, 4 maja 2010
poniedziałek, 3 maja 2010
?

"i pamiętaj: tylko spokój może nas uratować.
Mickiewicz wszystkim rozpowie, że byliśmy
tamtej nocy razem" 8 marca 2006r.
Wspominam te słowa raz na jakiś czas. Dziś powtarzam je w duchu jak mantrę. Myślałam, że będę się czuła tak, jak za pierwszym razem. Otóż tak się nie czuję. Czuję się [paradoksalnie] o niebo gorzej. Staram się nie myśleć, dać na luz, zapalić papierosa. Z przyjemnością wyszłabym się napierdolić. Oj, tak. Tego mi dziś trzeba.
So here I am in the middle way
I said to my soul be still and wait
I said to my mind be strong and wait
wtorek, 27 kwietnia 2010
Deszcz. Znów pada deszcz. Wolę deszcz niż śnieg. Ja w ogóle lubię deszcz. Lubię. Wolę. Dobrze się czuję, gdy jest wilgotno. Lubię wtedy siedzieć nad rzeką i palić papierosy, których dym leniwie porusza się w gęstym, ciężkim powietrzu. Wcześniej, kiedy nie miałam jeszcze telefonu z odtwarzaczem mpczy, nosiłam ze sobą dyktafon i kilka taśm. Na ogół były to składanki z ulubionymi kawałkami. Fajne rzeczy. Mam gdzieś karton z tymi kasetami. Ale jeszcze ich nie odpalam. Poczekam, popatrzę. Później będą lepiej smakować.
* * *
"Ujrzał przelatującego nad głową demona, którego tak łatwo wziąć jest za anioła, owego szatana o mieniących się skrzydłach, który sieje rubiny, ciska swe złote strzały na frontony pałaców, barwi purpurą kobiety, odziewa niedorzecznym blaskiem trony, tak proste w swych początkach; usłyszał boga owej hałaśliwej próżności, którego brzęk zdaje się nam symbolem potęgi."
Balzac, Ojciec Goriot
* * *
"Ujrzał przelatującego nad głową demona, którego tak łatwo wziąć jest za anioła, owego szatana o mieniących się skrzydłach, który sieje rubiny, ciska swe złote strzały na frontony pałaców, barwi purpurą kobiety, odziewa niedorzecznym blaskiem trony, tak proste w swych początkach; usłyszał boga owej hałaśliwej próżności, którego brzęk zdaje się nam symbolem potęgi."
Balzac, Ojciec Goriot
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
sobota, 24 kwietnia 2010
wtorek, 20 kwietnia 2010
Egzamin dojrzałości - uwielbiam to określenie, ma olbrzymi przekaz. Ile razy można zdawać swój egzamin dojrzałości? Ja swój będę zdawać po raz drugi. Boję się cholernie, z każdym dniem coraz bardziej. A jeśli i tym razem mój wynik okaże się niesatysfakconujący? Wiem, że nie podejmę trzeciej próby, nie będzie warto.
Boję się tym bardziej, bo czuję gdzieś wewnątrz, że nie potrafię, że nie umiem. Jestem ograniczona, a raczej moje zdolności są ograniczone. Ze świeczką szukać u mnie talentów. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy może być wyjątkowy i super-uzdolniony, ale... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czuję silną, wewnętrzną potrzebę tworzenia. Ale cóż z tego, skoro nie potrafię znaleźć dla niej ujścia? Nie umiem uzewnętrznić własnych emocji i wizji... a to prowadzi do frustracji, przez którą tym bardziej nie mogę się wyzwolić.
Koło się zamyka.
Boję się tym bardziej, bo czuję gdzieś wewnątrz, że nie potrafię, że nie umiem. Jestem ograniczona, a raczej moje zdolności są ograniczone. Ze świeczką szukać u mnie talentów. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy może być wyjątkowy i super-uzdolniony, ale... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czuję silną, wewnętrzną potrzebę tworzenia. Ale cóż z tego, skoro nie potrafię znaleźć dla niej ujścia? Nie umiem uzewnętrznić własnych emocji i wizji... a to prowadzi do frustracji, przez którą tym bardziej nie mogę się wyzwolić.
Koło się zamyka.
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
piątek, 16 kwietnia 2010
wtorek, 13 kwietnia 2010
bardzo smaczne strzały:
http://iconology.therndm.com/archive/man-and-nature-tim-barber/1107
i powrót do Sejtenik Miuzik & Romantik Loff:
http://www.youtube.com/watch?v=kqQRjZTp2hY
i od nowa...
http://iconology.therndm.com/archive/man-and-nature-tim-barber/1107
i powrót do Sejtenik Miuzik & Romantik Loff:
http://www.youtube.com/watch?v=kqQRjZTp2hY
i od nowa...
"Nawet kurz na półce zaczyna przeszkadzać"
Owszem, zaczyna. Tak bardzo jak teraz, przeszkadzał mi w lipcu, dwa lata temu. Jaki piękny był ten lipiec. Żar lał się z nieba, a ze mnie lał się jad. Płynął po moim wielkim łóżku, po zniszczonej podłodze, po parapecie, na który zdążyłam już wylać kilka kubków kawy, kilka kieliszków wódki, na który petowałam moje ulubione marlboro czerwone. Spływał po okrutnie szarej ścianie kamienicy przy Saskiej. Ale byliście też Wy. Dobrze, zajebiście dobrze mi było, kiedy przychodziliście mówiąc: -Co tam, Kacha? Może byśmy się napili? -Ależ proszę, w każdej chwili!
Pamiętasz P, w czasie jednej z tych malowniczych nocy lipcowych, siedziałeś ze mną na wspomnianym wcześniej, opłakanym już parapecie? Nigdy nie podziękowałam Ci za to, że byłeś wtedy ze mną. A może podziękowałam? Nie pamiętam, pijana byłam. Chciałabym się spotkać. Tak jak kiedyś. Porozmawiać. Tak jak kiedyś. Ale Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że "tak jak kiedyś" już nie wróci. A ja wracam do tego nieustannie. Do Ciebie I. wracam nieustannie, do częku perwonych melancholii, do kawy w termosie, do pól, do szklanej butli z winem wleczonej zimą nad Orzyc, do "truskawek polanych czekoladą".
Tęsknię. Tęsknię, bo jestem tu od dłuższego czasu. Jestem, a nie ma tego wszystkiego. Przede wszystkim nie ma Was. To już nie jest moje miejsce.
A czy gdzieś mam swoje miejsce?
Papieros.
Owszem, zaczyna. Tak bardzo jak teraz, przeszkadzał mi w lipcu, dwa lata temu. Jaki piękny był ten lipiec. Żar lał się z nieba, a ze mnie lał się jad. Płynął po moim wielkim łóżku, po zniszczonej podłodze, po parapecie, na który zdążyłam już wylać kilka kubków kawy, kilka kieliszków wódki, na który petowałam moje ulubione marlboro czerwone. Spływał po okrutnie szarej ścianie kamienicy przy Saskiej. Ale byliście też Wy. Dobrze, zajebiście dobrze mi było, kiedy przychodziliście mówiąc: -Co tam, Kacha? Może byśmy się napili? -Ależ proszę, w każdej chwili!
Pamiętasz P, w czasie jednej z tych malowniczych nocy lipcowych, siedziałeś ze mną na wspomnianym wcześniej, opłakanym już parapecie? Nigdy nie podziękowałam Ci za to, że byłeś wtedy ze mną. A może podziękowałam? Nie pamiętam, pijana byłam. Chciałabym się spotkać. Tak jak kiedyś. Porozmawiać. Tak jak kiedyś. Ale Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że "tak jak kiedyś" już nie wróci. A ja wracam do tego nieustannie. Do Ciebie I. wracam nieustannie, do częku perwonych melancholii, do kawy w termosie, do pól, do szklanej butli z winem wleczonej zimą nad Orzyc, do "truskawek polanych czekoladą".
Tęsknię. Tęsknię, bo jestem tu od dłuższego czasu. Jestem, a nie ma tego wszystkiego. Przede wszystkim nie ma Was. To już nie jest moje miejsce.
A czy gdzieś mam swoje miejsce?
Papieros.
niedziela, 11 kwietnia 2010
Jestem pijana.Pijana tak, jak lubię najbardziej. Kiedy ciało całkiem świetnie się spisuje - koordynacja, refleks - wszystko tak, jak być powinno. A w głowie pierdolnik taki, że nie ma ani początku ani końca. Ale jest środek, jest centrum tego całego bałaganu. A na tym środku jest piedestał, a na piedostale jestem ja.
Ja.
Ja i setki tysięcy pomysłów wirujących wokół mnie, w rytm tylko sobie znanej melodii, jak srebrzyste bezokazyjne confetti. I ten stan, kiedy wszystkie płatki tego sztucznego śniegu są wybitne, fascynujące, wspaniałe! Ten stan, kiedy mogę wszystko, bo i tak nikt nie ściągnie mnie z tego piedestału w moim łbie.
Papieros.
niedziela, 28 marca 2010
Gram.

Gram. Bawię się. Tańczę. Gram
Tańczę.
"Taniec z Marzeniami"
Tańczę.
Oceny póki co nędzne, ale to dopiero początek.
Jeszcze wiele prób przede mną. Wiele ćwiczeń.
Nóżka w przód. Nóżka w tył. To takie proste!
Gram. Tańczę. Bawię się. Tańczę.
Już trochę lepiej.
Lepiej mi idzie, płynie - tańczę.
Ale, tak czy inaczej, potrzebuję głosów widzów.
Oceny słabe - walca pewnie nie zatańczę.
Bawię się. Tańczę.
Już nie gram. Tańczę.
czwartek, 25 marca 2010
środa, 24 marca 2010

Dwudziesty czwarty marca krzyczy mi w twarz obojętnością. Jestem znużona i senna. Coraz słabsza kładę się pośród trzech biało-czarnych kocurzych futer. Różowa poduszeczka z maleńką czarną plamką muska skórę mojego policzka, wilgotny trójkątny nosek przyjemnie drażni zagłębienie za uchem. Ciepło. Trzy puszyste cielska grzeją bardziej, niż to pieprzone wiosenne słońce.
wtorek, 23 marca 2010
Wiosna.
Wiosna.
Wiosna na wsi.
Smród palonych gałęzi.
Smród głód i powab.
Nocą tego nie czuć, tego nie widać.
We dnie mnie nie ma. Nie istnieję.
Palę papierosy - jestem w nastroju nieprzysiadalnym.
http://www.youtube.com/watch?v=zzWoFb7LfTI
Piszę tego bloga. Zaczynam go pisać. Muszę zacząć to robić.
Słowa. Prześladują mnie słowa.
Chodzę, ciągnąc za sobą chujowiznę moich myśli.
Czas najwyższy się uwolnić.
Wszędzie słowa.
Wszędzie gdzie nie pójdę, gdzie nie spojrzę.
Są i drwią ze mnie, drwią z mojej nieudolności.
nie umiem pisać
* * *
Ze specjalnymi podziękowaniami dla http://etreux.blogspot.co
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















