wtorek, 29 listopada 2011

z.




















Lato też już było i jesień też już była. Zima nadciąga. Wchodzi we mnie brudnym śniegiem, którego nie ma jeszcze na ulicach tego miasta. Ale będzie. Zawsze jest. Nawołujemy do siebie przez ten szalejący wiatr, który połamał gałęzie drzewom prowadzącym mnie do przystanku. A Ciebie na nim już nie ma od wczoraj.
Ale niedługo będziesz, Ty u mnie a ja u Ciebie.

Głowa moja ma wielkość metra sześciennego. Pulsuje w środku. Rozpieprza krawędzie. Potrzebuję kompresu z kilku wolnych dni, dobrego jedzenia, książek. Ciebie też niech tam nie zabraknie, bo uśmierzenie bólu będzie pozorne.

niedziela, 12 czerwca 2011

I niech tak będzie już zawsze.

środa, 8 czerwca 2011

otwieram oczy i próbuję, opierając się na wszystkich łapach, wstać. jest dość ciężko, dość upalnie. w upale trudno jest rozmawiać o czymkolwiek. zwłaszcza o miłości. świecą w ciemnościach nasze blade uśmiechy, a oczy spływają razem z potem po policzkach, nabrzmiałych od trzymanej w ustach wody. podejrzewam, że czas najwyższy wybuchnąć. tylko jak to zrobić nie kalecząc siebie wzajemnie?

poniedziałek, 21 marca 2011

Sen

Pierwszy dzień wiosny. I za chwilę już po nim.
Wiosna. Czekam na nią, stęskniona.
Banał.



Przez trzy noce śniłam to dziecko. Małe, uśmiechnięte, zupełnie zajęte sobą. I obojga jego rodziców, których przecież tak dobrze znam, jednocześnie nic o nich nie wiedząc. I śniłam to dziecko, i paląc papierosy krwawiłam na ich łóżko. Zmierzch i huśtawka. I Oni. Łóżko stało obok huśtawki. Ciężkie pierzyny, a pod nimi kwieciste prześcieradła.
Nie potrafię tego pojąć, zrozumieć. Nie umiem.

wtorek, 1 marca 2011

przeżyliśmy tę zimę
kolejna pora roku do kolekcji

poniedziałek, 31 stycznia 2011

poniedziałek, 10 stycznia 2011

odległość

wciskam się w ciebie
wpełzam do głębi - nie protestujesz
zachęcasz wręcz
głaszczesz moje resztki, które z ciebie jeszcze wystają

mówisz, że prawie nie boli i zaciskasz zęby
ten ból to nasze błogosławieństwo, węzeł małżeński,
korona cierniowa, fasola pod kolanami, kręgosłup moralny
mówisz, że nie boli i płaczesz

a ja wciskam się
pod żebra, byle bliżej serca
byle bliżej ciebie

ale odległość znów szepce mi do ucha,
że nie ma tak dobrze i wyjść już z ciebie muszę

wychodzę i
się kruszę

niedziela, 9 stycznia 2011

w twoich dłoniach jestem
meduzą wijącą się jak piskorz


będę twoim pierożanem