Deszcz. Znów pada deszcz. Wolę deszcz niż śnieg. Ja w ogóle lubię deszcz. Lubię. Wolę. Dobrze się czuję, gdy jest wilgotno. Lubię wtedy siedzieć nad rzeką i palić papierosy, których dym leniwie porusza się w gęstym, ciężkim powietrzu. Wcześniej, kiedy nie miałam jeszcze telefonu z odtwarzaczem mpczy, nosiłam ze sobą dyktafon i kilka taśm. Na ogół były to składanki z ulubionymi kawałkami. Fajne rzeczy. Mam gdzieś karton z tymi kasetami. Ale jeszcze ich nie odpalam. Poczekam, popatrzę. Później będą lepiej smakować.
* * *
"Ujrzał przelatującego nad głową demona, którego tak łatwo wziąć jest za anioła, owego szatana o mieniących się skrzydłach, który sieje rubiny, ciska swe złote strzały na frontony pałaców, barwi purpurą kobiety, odziewa niedorzecznym blaskiem trony, tak proste w swych początkach; usłyszał boga owej hałaśliwej próżności, którego brzęk zdaje się nam symbolem potęgi."
Balzac, Ojciec Goriot
wtorek, 27 kwietnia 2010
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
sobota, 24 kwietnia 2010
wtorek, 20 kwietnia 2010
Egzamin dojrzałości - uwielbiam to określenie, ma olbrzymi przekaz. Ile razy można zdawać swój egzamin dojrzałości? Ja swój będę zdawać po raz drugi. Boję się cholernie, z każdym dniem coraz bardziej. A jeśli i tym razem mój wynik okaże się niesatysfakconujący? Wiem, że nie podejmę trzeciej próby, nie będzie warto.
Boję się tym bardziej, bo czuję gdzieś wewnątrz, że nie potrafię, że nie umiem. Jestem ograniczona, a raczej moje zdolności są ograniczone. Ze świeczką szukać u mnie talentów. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy może być wyjątkowy i super-uzdolniony, ale... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czuję silną, wewnętrzną potrzebę tworzenia. Ale cóż z tego, skoro nie potrafię znaleźć dla niej ujścia? Nie umiem uzewnętrznić własnych emocji i wizji... a to prowadzi do frustracji, przez którą tym bardziej nie mogę się wyzwolić.
Koło się zamyka.
Boję się tym bardziej, bo czuję gdzieś wewnątrz, że nie potrafię, że nie umiem. Jestem ograniczona, a raczej moje zdolności są ograniczone. Ze świeczką szukać u mnie talentów. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy może być wyjątkowy i super-uzdolniony, ale... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czuję silną, wewnętrzną potrzebę tworzenia. Ale cóż z tego, skoro nie potrafię znaleźć dla niej ujścia? Nie umiem uzewnętrznić własnych emocji i wizji... a to prowadzi do frustracji, przez którą tym bardziej nie mogę się wyzwolić.
Koło się zamyka.
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
piątek, 16 kwietnia 2010
wtorek, 13 kwietnia 2010
bardzo smaczne strzały:
http://iconology.therndm.com/archive/man-and-nature-tim-barber/1107
i powrót do Sejtenik Miuzik & Romantik Loff:
http://www.youtube.com/watch?v=kqQRjZTp2hY
i od nowa...
http://iconology.therndm.com/archive/man-and-nature-tim-barber/1107
i powrót do Sejtenik Miuzik & Romantik Loff:
http://www.youtube.com/watch?v=kqQRjZTp2hY
i od nowa...
"Nawet kurz na półce zaczyna przeszkadzać"
Owszem, zaczyna. Tak bardzo jak teraz, przeszkadzał mi w lipcu, dwa lata temu. Jaki piękny był ten lipiec. Żar lał się z nieba, a ze mnie lał się jad. Płynął po moim wielkim łóżku, po zniszczonej podłodze, po parapecie, na który zdążyłam już wylać kilka kubków kawy, kilka kieliszków wódki, na który petowałam moje ulubione marlboro czerwone. Spływał po okrutnie szarej ścianie kamienicy przy Saskiej. Ale byliście też Wy. Dobrze, zajebiście dobrze mi było, kiedy przychodziliście mówiąc: -Co tam, Kacha? Może byśmy się napili? -Ależ proszę, w każdej chwili!
Pamiętasz P, w czasie jednej z tych malowniczych nocy lipcowych, siedziałeś ze mną na wspomnianym wcześniej, opłakanym już parapecie? Nigdy nie podziękowałam Ci za to, że byłeś wtedy ze mną. A może podziękowałam? Nie pamiętam, pijana byłam. Chciałabym się spotkać. Tak jak kiedyś. Porozmawiać. Tak jak kiedyś. Ale Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że "tak jak kiedyś" już nie wróci. A ja wracam do tego nieustannie. Do Ciebie I. wracam nieustannie, do częku perwonych melancholii, do kawy w termosie, do pól, do szklanej butli z winem wleczonej zimą nad Orzyc, do "truskawek polanych czekoladą".
Tęsknię. Tęsknię, bo jestem tu od dłuższego czasu. Jestem, a nie ma tego wszystkiego. Przede wszystkim nie ma Was. To już nie jest moje miejsce.
A czy gdzieś mam swoje miejsce?
Papieros.
Owszem, zaczyna. Tak bardzo jak teraz, przeszkadzał mi w lipcu, dwa lata temu. Jaki piękny był ten lipiec. Żar lał się z nieba, a ze mnie lał się jad. Płynął po moim wielkim łóżku, po zniszczonej podłodze, po parapecie, na który zdążyłam już wylać kilka kubków kawy, kilka kieliszków wódki, na który petowałam moje ulubione marlboro czerwone. Spływał po okrutnie szarej ścianie kamienicy przy Saskiej. Ale byliście też Wy. Dobrze, zajebiście dobrze mi było, kiedy przychodziliście mówiąc: -Co tam, Kacha? Może byśmy się napili? -Ależ proszę, w każdej chwili!
Pamiętasz P, w czasie jednej z tych malowniczych nocy lipcowych, siedziałeś ze mną na wspomnianym wcześniej, opłakanym już parapecie? Nigdy nie podziękowałam Ci za to, że byłeś wtedy ze mną. A może podziękowałam? Nie pamiętam, pijana byłam. Chciałabym się spotkać. Tak jak kiedyś. Porozmawiać. Tak jak kiedyś. Ale Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że "tak jak kiedyś" już nie wróci. A ja wracam do tego nieustannie. Do Ciebie I. wracam nieustannie, do częku perwonych melancholii, do kawy w termosie, do pól, do szklanej butli z winem wleczonej zimą nad Orzyc, do "truskawek polanych czekoladą".
Tęsknię. Tęsknię, bo jestem tu od dłuższego czasu. Jestem, a nie ma tego wszystkiego. Przede wszystkim nie ma Was. To już nie jest moje miejsce.
A czy gdzieś mam swoje miejsce?
Papieros.
niedziela, 11 kwietnia 2010
Jestem pijana.Pijana tak, jak lubię najbardziej. Kiedy ciało całkiem świetnie się spisuje - koordynacja, refleks - wszystko tak, jak być powinno. A w głowie pierdolnik taki, że nie ma ani początku ani końca. Ale jest środek, jest centrum tego całego bałaganu. A na tym środku jest piedestał, a na piedostale jestem ja.
Ja.
Ja i setki tysięcy pomysłów wirujących wokół mnie, w rytm tylko sobie znanej melodii, jak srebrzyste bezokazyjne confetti. I ten stan, kiedy wszystkie płatki tego sztucznego śniegu są wybitne, fascynujące, wspaniałe! Ten stan, kiedy mogę wszystko, bo i tak nikt nie ściągnie mnie z tego piedestału w moim łbie.
Papieros.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





