niedziela, 25 lipca 2010

Ostatnimi czasy autobusy stanowią alternatywę dla mojego domu. Dużo czasu w nich spędzam; czytam, jem, czasami śpię, innym razem całuję czyjeś dłonie. Jest dopiero piętnasta, a ja zdążyłam już przesiedzieć w autobusie prawie pięć godzin. Warszawski potwór komunikacji miejskiej pożera mnie każdego dnia.



Cholerne nowotwory.

wtorek, 20 lipca 2010

różowy słoń

siedzę czekam
schną mi paznokcie w związku z czym
mam ochotę skurwić szluga
kurwię więc
kurwię piekę sypię
jest różowy jest smaczny jest mój
należy tylko do mnie i do mojej skóry
na której pokłada się słodkim dymem
szkoda, że nie ma o tej porze dnia
widocznego księżyca
byłoby nawet romantycznie
a tak -
jest zaledwie samotnie

czwartek, 15 lipca 2010

http://www.youtube.com/watch?v=WMFWSWIap14


chaos pierdolnik komplikacje i podróże
a ja chcę ciszy
papierosa i kawy z mlekiem
ale mówią mi, że trzeba się bawić
to się bawię
żebym tylko się nie nabawiła



dobrej nocy

poniedziałek, 12 lipca 2010

Niezasłane łóżka




















Niezasłane łóżka
Ostatnimi dniami tłucze mi się to po głowie.
Łóżko jest dla mnie symbolem stabilizacji.
W tym momencie nawet nie śpię na własnym
łóżku. Stoi sobie dumnie, paradoksalnie zasłane.
A na nim kilka książek, kilka poduszek, złożona
w kostkę świeżo wyprana pościel. Jedynym
żywym elementem uczestniczącym w
majestatycznym niebycie mojego łóżka
są kocury, które - czy tego chcę, czy nie -
w taki upał wyglądają jak martwe.
Martwe.
Martwe koty, nieczytane martwe książki,
nie pachnąca moją skórą martwa pościel

i ja

niedziela, 11 lipca 2010

szoruję rzęsami po krawężniku
długie są, potykam się o nie
potykam, przewracam, wstaję
i zaczynam szorować od nowa

płochliwa jestem
ciągnę rzęsy po chodniku
chylę głowę - boję się patrzeć
na przypadkowe pocałunki
mniej przypadkowe zbiegi okoliczności
na wszystko mówiące uściski dłoni
i twoje tęczówki

moje słowa-rzęsy