w brązowym swetrze
moich wspomnień
wtorek, 26 października 2010
poniedziałek, 18 października 2010
chcem piwa
chcem piwa
brzęczy mi to w głowie nieustannie, mimo że skrupulatnie spełniam ową zachciankę. piję to piwo, ale jakoś bez przyjemności, z niesmakiem wręcz. mrożę to piwo, bo przecież porządnie schłodzone smakuje lepiej. a mimo to wciąż chcem piwa. ciężka szklanka z białego szkła spaceruje razem ze mną po mieszkaniu, w tę i z powrotem. chodzę tak, miejsca nie mogąc sobie znaleźć. patrzę na siebie, na swoje odbicie w dwóch olbrzymich lustrach, brudnych lustrach. wiesz, o których mówię. czasami się w nich przeglądaliśmy. razem.
chcem piwa
poniedziałkowe wieczory powodują raka i choroby serca.
chcem piwa
oprócz piwa chłodzę też swoją gorącą głowę, paląc na balkonie. gorącą głowę, gorące dłonie i policzki, łydki, biust, uda.
chłodzę siebie
w oczekiwaniu
na twoje ciało -
ciało jak z marmuru
mocne i prężne.
chodź, bo piwa mam już dość.
brzęczy mi to w głowie nieustannie, mimo że skrupulatnie spełniam ową zachciankę. piję to piwo, ale jakoś bez przyjemności, z niesmakiem wręcz. mrożę to piwo, bo przecież porządnie schłodzone smakuje lepiej. a mimo to wciąż chcem piwa. ciężka szklanka z białego szkła spaceruje razem ze mną po mieszkaniu, w tę i z powrotem. chodzę tak, miejsca nie mogąc sobie znaleźć. patrzę na siebie, na swoje odbicie w dwóch olbrzymich lustrach, brudnych lustrach. wiesz, o których mówię. czasami się w nich przeglądaliśmy. razem.
chcem piwa
poniedziałkowe wieczory powodują raka i choroby serca.
chcem piwa
oprócz piwa chłodzę też swoją gorącą głowę, paląc na balkonie. gorącą głowę, gorące dłonie i policzki, łydki, biust, uda.
chłodzę siebie
w oczekiwaniu
na twoje ciało -
ciało jak z marmuru
mocne i prężne.
chodź, bo piwa mam już dość.
piątek, 15 października 2010
poniedziałek, 11 października 2010
wtorek, 5 października 2010
dym
Siedzę pomiędzy ludźmi, których zupełnie nie znam, którzy zupełnie mnie nie interesują. W dłoni miętoszę jednorazowy bilet komunikacji miejskiej, niewarszawskiej. Ten kawałeczek makulaturowego papieru dodaje mi otuchy. To tak, jakbym zamiast szorstkiego papieru dotykała ciepłej skóry Twojej dłoni.
Palę papierosy w chłodzie jesiennego wiatru. Obserwuję jak dym wydobywający się z moich ust i nozdrzy ginie porywany przez powietrze.
Czas najwyższy wziąć się w garść.
* * *
Moje ciało złote zwija się jak dym
drga i złotym potem płynie,
a ty w nim
w czerni tonąc pijesz złoto z moich ust
http://www.youtube.com/watch?v=lhP3M_BBAKM
Palę papierosy w chłodzie jesiennego wiatru. Obserwuję jak dym wydobywający się z moich ust i nozdrzy ginie porywany przez powietrze.
Czas najwyższy wziąć się w garść.
* * *
Moje ciało złote zwija się jak dym
drga i złotym potem płynie,
a ty w nim
w czerni tonąc pijesz złoto z moich ust
http://www.youtube.com/watch?v=lhP3M_BBAKM
niedziela, 3 października 2010
sobota, 2 października 2010
piątek, 1 października 2010
^^^
i pierdolnął mi październik. kolejny
cudownie.
jest cudownie.
piszę piszę piszę
skreślam i piszę od nowa
szarpię się ze słowami - dziś nie umiem
dziś nie rozumiem sama siebie.
wypluwam tu jakieś resztki
jak widać zresztą
pyknęło mi oczko:
wszystkiego najlepszego
sto lat i tak dalej
potrzebuję jeszcze trochę czasu
nie, nie dla siebie
dla ciebie go chcę
czas naszym przekleństwem
cudownie.
jest cudownie.
piszę piszę piszę
skreślam i piszę od nowa
szarpię się ze słowami - dziś nie umiem
dziś nie rozumiem sama siebie.
wypluwam tu jakieś resztki
jak widać zresztą
pyknęło mi oczko:
wszystkiego najlepszego
sto lat i tak dalej
potrzebuję jeszcze trochę czasu
nie, nie dla siebie
dla ciebie go chcę
czas naszym przekleństwem
Subskrybuj:
Posty (Atom)
