Na ogół stoję na baczność
miarkując słowa i uśmiechy.
niedziela, 29 sierpnia 2010
piątek, 27 sierpnia 2010
* * *
Obudziła mnie -
wielkimi kroplami bijąc w blachę parapetu. Jak zwykle pojawiła się niespodziewanie, zaskakując mnie chłodem swoich dłoni, które niepostrzeżenie, ze zręcznością wytrawnego szpiega, włożyła mi pod bluzkę.
Obudziła mnie -
napoiła kawą, wcisnęła w usta papierosa. Wskazała rząd książek i sadzając mnie w wysokim fotelu, przykrywając kocem z ostrej wełny, kazała sobie czytać.
Czytam więc -
nie lubię jej się sprzeciwiać.
Raz na jakieś czas spoglądam niepewnie w jej oczy, dwie łzawe studnie niekończącej się szarości. Słuchając jak czytam, parzy mi kolejną kawę i oświadcza, że po południu idziemy na spacer.
Przytakuję więc -
nie lubię jej się sprzeciwiać.
Mokra od jej chmurnych pocałunków brnę przez dziurawce, krwawnik, przez trawę po kolana, po pas, przez dziką koniczynę, przez bluszcz, czeremchę, przez błoto - do rzeki. Obejmując mnie wiatrem szepcze do ucha chłodne myśli, zziębnięte słowa, które drgają nerwowo w mojej głowie.
Nocą zapewne pieścić mnie będzie
- najczulsza ma kochanka -
westchnieniami minionego lata. Oddam się tym pieszczotom jesiennym w zupełności.
Mam wprawę - od lat tak robię.
wielkimi kroplami bijąc w blachę parapetu. Jak zwykle pojawiła się niespodziewanie, zaskakując mnie chłodem swoich dłoni, które niepostrzeżenie, ze zręcznością wytrawnego szpiega, włożyła mi pod bluzkę.
Obudziła mnie -
napoiła kawą, wcisnęła w usta papierosa. Wskazała rząd książek i sadzając mnie w wysokim fotelu, przykrywając kocem z ostrej wełny, kazała sobie czytać.
Czytam więc -
nie lubię jej się sprzeciwiać.
Raz na jakieś czas spoglądam niepewnie w jej oczy, dwie łzawe studnie niekończącej się szarości. Słuchając jak czytam, parzy mi kolejną kawę i oświadcza, że po południu idziemy na spacer.
Przytakuję więc -
nie lubię jej się sprzeciwiać.
Mokra od jej chmurnych pocałunków brnę przez dziurawce, krwawnik, przez trawę po kolana, po pas, przez dziką koniczynę, przez bluszcz, czeremchę, przez błoto - do rzeki. Obejmując mnie wiatrem szepcze do ucha chłodne myśli, zziębnięte słowa, które drgają nerwowo w mojej głowie.
Nocą zapewne pieścić mnie będzie
- najczulsza ma kochanka -
westchnieniami minionego lata. Oddam się tym pieszczotom jesiennym w zupełności.
Mam wprawę - od lat tak robię.
czwartek, 26 sierpnia 2010
wtorek, 24 sierpnia 2010
Niezasłane łóżko - znów.
Tym razem naprawdę niezasłane. I żywe. Ożyło na kilka ostatnich dni. Ale niestety dzisiejszej nocy zacznie powoli obumierać. Dziś już spać w nim nie będę.
Miękki zapach ciepłego mleka, wczorajszego piwa i na wpół nieprzespanej nocy drażni mnie niemiłosiernie. Po stokroć powtarzając sobie, że tak właśnie trzeba, podpalam kolejnego papierosa. Po stokroć powtarzając sobie, że inaczej nie można, nabieram wody w usta, połknąć jej nie umiejąc.
http://www.youtube.com/watch?v=02pzDk4d6T0&feature=search
Miękki zapach ciepłego mleka, wczorajszego piwa i na wpół nieprzespanej nocy drażni mnie niemiłosiernie. Po stokroć powtarzając sobie, że tak właśnie trzeba, podpalam kolejnego papierosa. Po stokroć powtarzając sobie, że inaczej nie można, nabieram wody w usta, połknąć jej nie umiejąc.
http://www.youtube.com/watch?v=02pzDk4d6T0&feature=search
czwartek, 19 sierpnia 2010
środa, 18 sierpnia 2010
jesień
Przyszła jesień.
Napadła na mnie nad ranem,
pijaną
z Twoim oddechem we śnie złapanym.
Jesień.
Nareszcie spokojnie nabieram powietrza.
Deszcz łagodzi moją rumianą od emocji twarz.
Stoję w centrum miasta, a obok mnie płynie rzeczywistość.
Wszystko płynie.
Oprócz mnie i moich w kieszenie schowanych dłoni.
Przelewa mi się świat. Przelewa się przez
te moje kieszenie i te moje dłonie w tych właśnie kieszeniach.
Przez rzęsy leje mi się rzeczywistość, przez powieki.
Stoję i czekam.
Aż utonę.
Napadła na mnie nad ranem,
pijaną
z Twoim oddechem we śnie złapanym.
Jesień.
Nareszcie spokojnie nabieram powietrza.
Deszcz łagodzi moją rumianą od emocji twarz.
Stoję w centrum miasta, a obok mnie płynie rzeczywistość.
Wszystko płynie.
Oprócz mnie i moich w kieszenie schowanych dłoni.
Przelewa mi się świat. Przelewa się przez
te moje kieszenie i te moje dłonie w tych właśnie kieszeniach.
Przez rzęsy leje mi się rzeczywistość, przez powieki.
Stoję i czekam.
Aż utonę.
środa, 11 sierpnia 2010
Stoję przed lustrem.
Z wielką intensywnością przypatruję się bladej skórze mojej twarzy.
Pod oczami skrochmalony wczorajszy tusz, na powiekach prawie nietknięta zielona kredka. Moje oczy są prawie zielone, kiedy jej używam.
Od dziewiątej rano nie potrafiłam znaleźć czasu, żeby zedrzeć z siebie tę wczorajszą skórkę. Byłam zajęta. Próbowałam nie tęsknić.
Zmywam więc makijaż.
Za chwilę nałożę świeżą powłokę.
I pójdę.
Z wielką intensywnością przypatruję się bladej skórze mojej twarzy.
Pod oczami skrochmalony wczorajszy tusz, na powiekach prawie nietknięta zielona kredka. Moje oczy są prawie zielone, kiedy jej używam.
Od dziewiątej rano nie potrafiłam znaleźć czasu, żeby zedrzeć z siebie tę wczorajszą skórkę. Byłam zajęta. Próbowałam nie tęsknić.
Zmywam więc makijaż.
Za chwilę nałożę świeżą powłokę.
I pójdę.
Jest już kilka godzin po południu. Czas przestać myśleć choćby na chwilę. Schodzę na dół. Telewizja, zazwyczaj zbawienna, kiedy chcę się odmóżdżyć, dziś zawodzi. Satelita nie działa. Losuję więc dvd.
Władca pierścieni - "o nie!" myślę sobie; Rzeka tajemnic - jeszcze gorzej; Duma i uprzedzenie - niechże będzie . Mam tu mały wybór. Włączam. Pakuję się pod koc, mimo że na dworze 28 stopni - nic nie szkodzi. Ale i tak muszę jeszcze raz się podnieść. Wczorajsze chlanie suszy gardło od samego ranka (wody!). Znów pod koc. Moszczę się jak wróbel. Słoneczny splendor dzisiejszego popołudnia drażni moje oczy, tak jak moją skórę drażni Twoja nieobecność.
Duma i uprzedzenie nie wchodzi żadnym sposobem, próbuję więc coś przeczytać. Doris Lessing karmi mnie odstrzeliwaniem dzikich kotów i koceniem tych drugich, nie-dzikich, domowych pieszczochów. Nie mam na to najmniejszej ochoty. Najlepiej chyba zrobię jeśli napiję się piwa i pójdę spać. Nie będę się już szarpać z tą przeklętą krwią, którą piach wokół mnie nieznośnie wolno pochłania.
Naiwna.
Władca pierścieni - "o nie!" myślę sobie; Rzeka tajemnic - jeszcze gorzej; Duma i uprzedzenie - niechże będzie . Mam tu mały wybór. Włączam. Pakuję się pod koc, mimo że na dworze 28 stopni - nic nie szkodzi. Ale i tak muszę jeszcze raz się podnieść. Wczorajsze chlanie suszy gardło od samego ranka (wody!). Znów pod koc. Moszczę się jak wróbel. Słoneczny splendor dzisiejszego popołudnia drażni moje oczy, tak jak moją skórę drażni Twoja nieobecność.
Duma i uprzedzenie nie wchodzi żadnym sposobem, próbuję więc coś przeczytać. Doris Lessing karmi mnie odstrzeliwaniem dzikich kotów i koceniem tych drugich, nie-dzikich, domowych pieszczochów. Nie mam na to najmniejszej ochoty. Najlepiej chyba zrobię jeśli napiję się piwa i pójdę spać. Nie będę się już szarpać z tą przeklętą krwią, którą piach wokół mnie nieznośnie wolno pochłania.
Naiwna.
poniedziałek, 2 sierpnia 2010
niedziela, 1 sierpnia 2010
Spend my nights and days before
Searching the world for what's right here
http://www.youtube.com/watch?v=PElhV8z7I60
Searching the world for what's right here
http://www.youtube.com/watch?v=PElhV8z7I60
Subskrybuj:
Posty (Atom)
