
Dwudziesty czwarty marca krzyczy mi w twarz obojętnością. Jestem znużona i senna. Coraz słabsza kładę się pośród trzech biało-czarnych kocurzych futer. Różowa poduszeczka z maleńką czarną plamką muska skórę mojego policzka, wilgotny trójkątny nosek przyjemnie drażni zagłębienie za uchem. Ciepło. Trzy puszyste cielska grzeją bardziej, niż to pieprzone wiosenne słońce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz