Stoję przed lustrem.
Z wielką intensywnością przypatruję się bladej skórze mojej twarzy.
Pod oczami skrochmalony wczorajszy tusz, na powiekach prawie nietknięta zielona kredka. Moje oczy są prawie zielone, kiedy jej używam.
Od dziewiątej rano nie potrafiłam znaleźć czasu, żeby zedrzeć z siebie tę wczorajszą skórkę. Byłam zajęta. Próbowałam nie tęsknić.
Zmywam więc makijaż.
Za chwilę nałożę świeżą powłokę.
I pójdę.
środa, 11 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz