chcem piwa
brzęczy mi to w głowie nieustannie, mimo że skrupulatnie spełniam ową zachciankę. piję to piwo, ale jakoś bez przyjemności, z niesmakiem wręcz. mrożę to piwo, bo przecież porządnie schłodzone smakuje lepiej. a mimo to wciąż chcem piwa. ciężka szklanka z białego szkła spaceruje razem ze mną po mieszkaniu, w tę i z powrotem. chodzę tak, miejsca nie mogąc sobie znaleźć. patrzę na siebie, na swoje odbicie w dwóch olbrzymich lustrach, brudnych lustrach. wiesz, o których mówię. czasami się w nich przeglądaliśmy. razem.
chcem piwa
poniedziałkowe wieczory powodują raka i choroby serca.
chcem piwa
oprócz piwa chłodzę też swoją gorącą głowę, paląc na balkonie. gorącą głowę, gorące dłonie i policzki, łydki, biust, uda.
chłodzę siebie
w oczekiwaniu
na twoje ciało -
ciało jak z marmuru
mocne i prężne.
chodź, bo piwa mam już dość.
poniedziałek, 18 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz