niedziela, 11 kwietnia 2010

Jestem pijana.
Pijana tak, jak lubię najbardziej. Kiedy ciało całkiem świetnie się spisuje - koordynacja, refleks - wszystko tak, jak być powinno. A w głowie pierdolnik taki, że nie ma ani początku ani końca. Ale jest środek, jest centrum tego całego bałaganu. A na tym środku jest piedestał, a na piedostale jestem ja.
Ja.
Ja i setki tysięcy pomysłów wirujących wokół mnie, w rytm tylko sobie znanej melodii, jak srebrzyste bezokazyjne confetti. I ten stan, kiedy wszystkie płatki tego sztucznego śniegu są wybitne, fascynujące, wspaniałe! Ten stan, kiedy mogę wszystko, bo i tak nikt nie ściągnie mnie z tego piedestału w moim łbie.


Papieros.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz