"Nawet kurz na półce zaczyna przeszkadzać"
Owszem, zaczyna. Tak bardzo jak teraz, przeszkadzał mi w lipcu, dwa lata temu. Jaki piękny był ten lipiec. Żar lał się z nieba, a ze mnie lał się jad. Płynął po moim wielkim łóżku, po zniszczonej podłodze, po parapecie, na który zdążyłam już wylać kilka kubków kawy, kilka kieliszków wódki, na który petowałam moje ulubione marlboro czerwone. Spływał po okrutnie szarej ścianie kamienicy przy Saskiej. Ale byliście też Wy. Dobrze, zajebiście dobrze mi było, kiedy przychodziliście mówiąc: -Co tam, Kacha? Może byśmy się napili? -Ależ proszę, w każdej chwili!
Pamiętasz P, w czasie jednej z tych malowniczych nocy lipcowych, siedziałeś ze mną na wspomnianym wcześniej, opłakanym już parapecie? Nigdy nie podziękowałam Ci za to, że byłeś wtedy ze mną. A może podziękowałam? Nie pamiętam, pijana byłam. Chciałabym się spotkać. Tak jak kiedyś. Porozmawiać. Tak jak kiedyś. Ale Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że "tak jak kiedyś" już nie wróci. A ja wracam do tego nieustannie. Do Ciebie I. wracam nieustannie, do częku perwonych melancholii, do kawy w termosie, do pól, do szklanej butli z winem wleczonej zimą nad Orzyc, do "truskawek polanych czekoladą".
Tęsknię. Tęsknię, bo jestem tu od dłuższego czasu. Jestem, a nie ma tego wszystkiego. Przede wszystkim nie ma Was. To już nie jest moje miejsce.
A czy gdzieś mam swoje miejsce?
Papieros.
wtorek, 13 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz